I następny zacny esej autorstwa Tymoteusza Wojciechowskiego (dzięki za udostępnienie!), autora bloga Człowiek za mgłą. Zapraszam do lektury.
.jpg) |
| Kontrola absolutna (finał Spisku bojarów) |
Prawdziwą muzykę kina tworzy starannie zorganizowany w filmie i
muzyczny w swojej istocie świat dźwięków (...) Dźwięki otaczającego nas świata są tak piękne, że jeśli nauczylibyśmy
się ich słuchać z należytą uwagą, muzyka nie byłaby kinu potrzebna.
Jest taki film – nakręcony w
latach 60., w kolorze i formacie CinemaScope – w którym dźwięk ustawicznie
nie może zbratać się z obrazem. Młoda pani, odziana w prochowiec, wchodzi do
kawiarenki; wrzuca monetę do szafy grającej, przez chwilę słucha piosenki; nie
wypija zamówionej kawy i w pośpiechu wychodzi. Od samego początku zdarzeniu
towarzyszy romantyczny utwór w wykonaniu Charlesa Aznavoura i sekcji
smyczkowej, który niweluje odgłosy otoczenia i tak napastliwie komentuje
scenkę, że sprawia wrażenie muzyki niediegetycznej – naddanej, nagranej w
studio. Mimo, iż muzyka brzmi „za czysto”, źródłem dźwięku okazuje się szafa
grająca; widz dał się wpuścić w maliny. Niebawem obserwujemy spacer rzeczonej
panienki tłumnymi ulicami Paryża. Kamera podgląda ją z oddali, a nasze
uszy atakuje ryk samochodów, miejski szum i gwar – wsłuchujemy się w puls
metropolii, który niewiadomo czemu nagle urywa się i milknie, ustępując miejsca
Ciszy, która dezorientuje. Awaria głośników, czy film dźwiękowy zmienia się w
niemy?