Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tymoteusz Wojciechowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tymoteusz Wojciechowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2013

Drogi filmowego dźwięku, część III: W pogoni za synchronizacją doskonałą

I następny zacny esej autorstwa Tymoteusza Wojciechowskiego (dzięki za udostępnienie!), autora bloga Człowiek za mgłą. Zapraszam do lektury.

Kontrola absolutna (finał Spisku bojarów)


Prawdziwą muzykę kina tworzy starannie zorganizowany w filmie i muzyczny w swojej istocie świat dźwięków (...) Dźwięki otaczającego nas świata są tak piękne, że jeśli nauczylibyśmy się ich słuchać z należytą uwagą, muzyka nie byłaby kinu potrzebna.  
Andriej Tarkowski [1]

Jest taki film – nakręcony w latach 60., w kolorze i formacie CinemaScope – w którym dźwięk ustawicznie nie może zbratać się z obrazem. Młoda pani, odziana w prochowiec, wchodzi do kawiarenki; wrzuca monetę do szafy grającej, przez chwilę słucha piosenki; nie wypija zamówionej kawy i w pośpiechu wychodzi. Od samego początku zdarzeniu towarzyszy romantyczny utwór w wykonaniu Charlesa Aznavoura i sekcji smyczkowej, który niweluje odgłosy otoczenia i tak napastliwie komentuje scenkę, że sprawia wrażenie muzyki niediegetycznej – naddanej, nagranej w studio. Mimo, iż muzyka brzmi „za czysto”, źródłem dźwięku okazuje się szafa grająca; widz dał się wpuścić w maliny. Niebawem obserwujemy spacer rzeczonej panienki tłumnymi ulicami Paryża. Kamera podgląda ją z oddali, a nasze uszy atakuje ryk samochodów, miejski szum i gwar – wsłuchujemy się w puls metropolii, który niewiadomo czemu nagle urywa się i milknie, ustępując miejsca Ciszy, która dezorientuje. Awaria głośników, czy film dźwiękowy zmienia się w niemy?

środa, 16 stycznia 2013

Drogi filmowego dźwięku, część II: Bezład - ład - bezład kontrolowany

Tymoteusz Wojciechowski znowu w akcji. Wierzby szumią, iż pracuje właśnie nad częścią trzecią.

Nadchodzą dusze Czarnych...

Kino postępuje na opak: powinno zacząć od dźwięku, czyli od imitacji sceny, i dopiero rozwijając się, przejść do poezji niemego wizjonerstwa: to byłby jego szczyt artystyczny.

Mary Pickford [i]


Pisząc o działaniach reformatorów wczesnego kina dźwiękowego należy pamiętać, w jak nieprzychylnych czasach przyszło im przecierać szlaki. Na styku lat 20. i 30. w Hollywood i Europie Zachodniej margines swobody twórczej był nader wąski, kierat talkies niełatwo było przezwyciężyć. Problemy zaczynały się już na planie zdjęciowym: masywne obudowy dźwiękoszczelne utrudniały ruchy kamery, nieporęczna aparatura rejestrująca dźwięk wpłynęła na daleko idące ograniczenia mobilności aktorów i operatorów. O trudzie pracy nad wczesnymi dźwiękowcami – z typowym dla siebie zacięciem kpiarza – tak pisał Kałużyński: Stosowany początkowo system Vitaphone był uciążliwy: rejestrował dźwięki poboczne. Na szklanym dachu atelier siadywały gołębie, których gruchanie przerywało dialog: specjalni funkcjonariusze dyżurowali tam, by przepędzać ptactwo kijami. W dniach pracy nad wytwórnią instalowano balony z czerwonymi flagami, co było sygnałem dla samolotów, na podstawie umowy z lotniskiem Los Angeles, by przelatywać w odległości 2,5 km, by uniknąć odgłosów motorów. Ulubionym chwytem statystów było przynoszenie świerszczy stale ćwierkających; wyłapanie ich trwało parę dni i tłum zazwyczaj wynajmowany na jeden dzień potrzebny był i zarobkował przez tydzień [ii]

piątek, 11 stycznia 2013

Drogi filmowego dźwięku, część I: Dwa światy

I następny zacny tekst gościnny, teraz z kolei napisany przez Tymoteusza Wojciechowskiego. Dzięki!

Kwilenie noworodka - finał Śpiewaka Jazzbandu

Gdyby zamiast imitować procedury literackie, film zechciał rozwinąć i wykorzystać swoje powiązanie ze snem i marzeniem sennym, mógłby stworzyć system ekspresji o niespotykanej subtelności, o ogromnej sile i oryginalności. 
Jean Epstein [i] 

Kino przemówiło – i na pewien czas jakby przestało być kinem. Wybuchła epidemia talkies, w mniemaniu artystów „świadomych” grożąca upadkiem artyzmu kinematografu. Bo jeśli uznamy za Karolem Irzykowskim, że domeną X Muzy jest „widzialność obcowania człowieka z materią” to właśnie „widzialność” została na progu lat 30. uśmiercona.