Poniżej trzeci na Kinomisji analityczny tekst autorstwa Gabriela Gery. Zapraszam do lektury!
Naiwnością byłoby twierdzić, jakoby
Maurice Pialat zrobił film o walce gliniarzy z przestępcami, o brutalnych i
pozbawionych godności, choć zawsze skutecznych metodach traktowania podejrzanych
i doprowadzania śledztwa do końca; o tym, jak pozbawionym wszelkich oznak
moralnych ścierwem jest francuski policjant, dla którego granice prawa
przestają mieć racje bytu. Kiedy postać Mangina pojawia się w kadrze,
instynktownie chcemy czuć obrzydzenie dla jego osoby, jak gdyby ten zwalisty
wieprz sam prosił się o naszą pogardę. Nie inaczej jest z Norią, dziewczyną
Araba, od stóp po głowę umoczoną w przekrętach. Prawda się jej nie ima, słowo
niewiele znaczy. Ale gdy przychodzi moment zmiany swych przyzwyczajeń...


