Niniejszy tekst napisany został ponad półtorej roku temu, ale z różnych powodów ciągle leżał w "szufladzie". Jest to próba analizy twórczości wybitnego dokumentalisty. Ewentualnych czytelników zainteresowanych jego postacią, lecz niezainteresowanych tego typu tekstami, odsyłam do (krótszego i przystępniejszego) eseju "Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz".
W latach 1967-1978
Wojciech Wiszniewski nakręcił 12 filmów, głównie dokumentalnych, z czego aż 9 zostało zatrzymanych przez cenzurę. Władze postrzegały go jako artystę niebezpiecznego, gdyż specjalizował w kontrastowaniu obrazów szarej codzienności ze wzorcami wyniesionymi z realizmu socjalistycznego. Wszak doprowadzał tym do dysonansu obnażającego fałsz narzucanej
obywatelom ideologii. Szczególnie upodobał sobie demaskację mitu człowieka
pracy, jednakże w swoich utworach nie ograniczał się tylko do krytyki. Bo ta,
jeśli pozbawiona byłaby przeciwwagi, sama stanowiłaby dla artysty ograniczenie. Jak uważał, "jedyna droga rozwoju to kino
naprawdę polemiczne, sugestywnie realizowane w formie kreacyjnej posiłkującej
się symbolem, metaforą, alegorią. Dzieło dążące do syntetycznego, a więc
dialektycznego oglądu świata" [1].
Stąd, choć skupiał się na ukazaniu negatywnego wpływu idei na jednostkę, stale
dążył do dialogu z widzem. Starając się przedstawiać wszystkie możliwe „za” i
„przeciw” tworzył filmy utkane ze sprzeczności.



