Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Wiszniewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Wiszniewski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Wojciech Wiszniewski i demitologizacja człowieka pracy

Niniejszy tekst napisany został ponad półtorej roku temu, ale z różnych powodów ciągle leżał w "szufladzie". Jest to próba analizy twórczości wybitnego dokumentalisty. Ewentualnych czytelników zainteresowanych jego postacią, lecz niezainteresowanych tego typu tekstami, odsyłam do (krótszego i przystępniejszego) eseju  "Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz".



W latach 1967-1978 Wojciech Wiszniewski nakręcił 12 filmów, głównie dokumentalnych, z czego aż 9 zostało zatrzymanych przez cenzurę. Władze postrzegały go jako artystę niebezpiecznego, gdyż specjalizował w kontrastowaniu obrazów szarej codzienności ze wzorcami wyniesionymi z realizmu socjalistycznego. Wszak doprowadzał tym do dysonansu obnażającego fałsz narzucanej obywatelom ideologii. Szczególnie upodobał sobie demaskację mitu człowieka pracy, jednakże w swoich utworach nie ograniczał się tylko do krytyki. Bo ta, jeśli pozbawiona byłaby przeciwwagi, sama stanowiłaby dla artysty ograniczenie. Jak uważał, "jedyna droga rozwoju to kino naprawdę polemiczne, sugestywnie realizowane w formie kreacyjnej posiłkującej się symbolem, metaforą, alegorią. Dzieło dążące do syntetycznego, a więc dialektycznego oglądu świata" [1]. Stąd, choć skupiał się na ukazaniu negatywnego wpływu idei na jednostkę, stale dążył do dialogu z widzem. Starając się przedstawiać wszystkie możliwe „za” i „przeciw” tworzył filmy utkane ze sprzeczności.

środa, 22 lutego 2012

Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz


Wczoraj minęło 31 lat od jego śmierci, dzisiaj mija 65 lat od jego urodzin. Był czołowym przedstawicielem polskiego dokumentalizmu kreacyjnego i jednym z najbardziej bezkompromisowych reżyserów lat 70. Tworzył na wskroś autorskie, przepełnione ironią freski społeczne, konsekwentnie demaskując system socjalistyczny. Wśród filmowców postrzeganych przez ówczesne władze za niebezpiecznych był jednym z rekordzistów - aż 9 na 12 zrealizowanych przezeń filmów zostało zatrzymanych przez cenzurę. "Wojciech Wiszniewski, najbardziej utalentowany ze swojego pokolenia, płacił najwięcej" - miał po latach napisać Kazimierz Kutz.

piątek, 21 października 2011

Od Bunuela do Borata, czyli krótka historia mockumentary

Orson Welles w trakcie adaptowania Wojny Światów

"(...) Rzecz poświęcona jest jednemu z najuboższych regionów Hiszpanii, a dzięki dogłębnej rejestracji zachodzących tam wówczas zjawisk i procesów społecznych uznawany bywa za pierwszy w historii film antropologiczny. Co jednak najważniejsze, choć nie jest to film fabularny, to pojawiają się w nim typowe dla fabuły rozwiązania formalne. Otóż Buñuel niektóre sceny zainscenizował, zaś poprzez częściowo nielogiczną (w pewnym sensie surrealistyczną) narrację wplótł do swojego obrazu elementy absurdu, tym samym zwyczajnie parodiując młodziutką jeszcze sztukę kina dokumentalnego. Trzeba jednak zaznaczyć, iż jest to parodia dosyć subtelna, a film mimo tychże zagrywek nie jest utworem fikcyjnym, w żaden sposób nie przekłamując zarejestrowanej rzeczywistości. Zdania, co do tego, czy Ziemię Hurdów naprawdę można nazwać prekursorską względem mockumentary są podzielone, faktem jest jednak, iż to pierwszy film posiadający jedne z typowych dla tego nurtu cech. (...)"


Do lektury całego artykułu zapraszam na Stopklatkę.

wtorek, 18 października 2011

Małe kino #9: Sztygar na zagrodzie (reż. Wojciech Wiszniewski, 1978)





Arcydzieło dokumentu kreacyjnego. Dosyć złowieszcza quasi-satyra społeczna i swego rodzaju pastisz kina socrealistycznego. Moim skromnym niesłusznie pozostaje w cieniu poprzednich filmów Wiszniewskiego - jak dla mnie Sztygar... jest tak samo dobry jak słynny Elementarz, a lepszy od wszystkich pozostałych. Nie umniejszając ogromnej wartości większości z nich.

niedziela, 22 maja 2011

Małe kino #3: Ślad (reż. Wojciech Wiszniewski, 1969)



Wiszniewski to jeden z najoryginalniejszych i najbardziej utalentowanych reżyserów i scenarzystów w historii polskiego kina. Najprawdopodobniej dziś nie byłby osobowością tak zapomnianą, gdyby nie śmierć w wieku zaledwie 35 lat, tuż przed realizacją debiutanckiego filmu pełnometrażowego. I gdyby nie to, że prawie wszystkie jego krótkie metraże na starcie odkładane były przez PRLowską cenzurę na półkę, przez co nigdy nie udało im się spotkać z szerszą publicznością.

Jak na artystę z krwi i kości przystało, przez jednych nazywany był geniuszem, a przez innych zwykłym szaleńcem. Zalicza się go do twórców dokumentu kreacyjnego, w rzeczywistości ciężko jednak o jednoznaczną szufladkę. Jak to napisano tuż po jego śmierci w 1981 roku w Gazecie Wyborczej: "Mieszał wszystkie możliwe gatunki: na materii dokumentu wyżywał swój talent reżysera fabularnego, twórcy groteski, bardzo realistycznie nastawionego surrealisty, podszytego żółcią kpiarza, czasami błazna, który błaznuje i przedrzeźnia po to, żebyśmy przejrzeli. (...)"

Ślad to jego drugi obraz, etiuda studencka zrealizowana, gdy miał zaledwie 23 lata. Wiszniewski słynął z tego, iż dokumenty tworzył tak, iż wyglądały jak filmy fabularne, ale zdarzało mu się też robić zupełnie na odwrót, czego Ślad jest właśnie dobrym przykładem. Nie tak awangardowy, ani też nie tak dobry, jak późniejsze obrazy (z kultowym w pewnych kręgach Elementarzem na czele), jest jednak wzorcowym przykładem opowiadania historii samymi obrazami i dźwiękami. Mit człowieka pracy rozłożony na łopatki.

PS: Na YouTube obejrzeć można prawie wszystkie jego filmiki.