Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2012

Burzliwe lata 60.


Mad Men to już od kilku lat jeden z filarów świata fabuł telewizyjnych. Nie ma dziś chyba kinomaniaka, także wśród niezainteresowanych małym ekranem, który by o tym serialu przynajmniej nie słyszał. Na 25 marca, dzień premiery jego piątego już sezonu, czekały miliony telewidzów oraz tabuny krytyków filmowych. Nie ma w tym nic dziwnego - to pozycja stylowa i nieprzewidywalna, pieczołowicie oddająca realia dawno minionej, ale ważnej dla naszych czasów epoki, wreszcie bardzo dopracowana warsztatowo, jako jedna z nielicznych cechująca się cokolwiek nowatorskim podejściem do wybranych reguł sztuki filmowej (z eksploracją narracyjnych możliwości medium na czele). Nic, tylko podziwiać.

Do lektury całego tekstu zapraszam na Stopklatkę.

piątek, 10 lutego 2012

Obraz w cieniu słowa (i inne opowieści)


Wchodzący na ekrany naszych kin Artysta opowiada o okresie szczególnie ważnym dla rozwoju Dziesiątej Muzy. Z perspektywy dnia dzisiejszego jawi się on jako czas technologicznej rewolucji, która światu filmu wyszła wyłącznie na dobre. Pierwsze lata kina dźwiękowego przyniosły jednak większe straty, niż tylko zniknięcie z ekranów licznych gwiazd Wielkiego Niemowy, z różnych powodów niepotrafiących odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dźwięk synchroniczny był bowiem "wynalazkiem", który przyczynił się do tymczasowego regresu filmu, niemalże na powrót pozbawiając go rangi sztuki.

Udźwiękowić kino próbowano już niemal od samego początku jego istnienia. Kolejne niepowodzenia rozmaitych eksperymentatorów, za wyjątkiem Thomasa Edisona dziś już dawno zapomnianych, przyczyniły się jednak, pośrednio, do ukształtowania się podstaw języka filmu. Jego własnych środków ekspresji, skutecznie negujących traktowanie go jako nic niewartego widowiska jarmarcznego. Od wczesnych prymitywnych obrazów braci Lumiere i Georgesa Meliesa musiało jednak minąć kilkanaście długich lat, aby w końcu do tego doszło. 


Do lektury całego tekstu zapraszam na Stopklatkę. Przy pisaniu korzystałem z książki "Język filmu" Jerzego Płażewskiego oraz eseju "Drogi filmowego dźwięku" Tymoteusza Wojciechowskiego. Za wskazanie kilku tytułów wartych opisania dziękuję Piotrowi Sawickiemu i Krzysztofowi Ryszardowi Wojciechowskiemu.

piątek, 20 stycznia 2012

Potwór potworowi nierówny


Dzisiejsze czasy zdają się nie być zbyt łaskawe dla klasycznych monstrów ze świata horroru. Te najbardziej popularne z nich coraz rzadziej mogą pochwalić się obecnością w naprawdę udanych filmach czy serialach. Celuloidowa odmiana kultury masowej wampirom stępiła kły, wilkołaki zamknęła w klatkach, a żywe trupy uczyniła rekwizytami. Na szczęście, jak to na uogólnienie przystało, ciągle zdarzają się wyjątki. A i pozostają też postaci dziś nieco zapomniane, w których to ciągle zdaje się drzemać pewien potencjał. 

Do lektury dalszej części tekstu zapraszam na Stopklatkę.

piątek, 13 stycznia 2012

Koszmary pana Finchera


Niektórzy nazywają go Alfredem Hitchcockiem współczesnego kina. Podobnie jak słynny Anglik, specjalizuje się w "filmie z dreszczykiem", słynie z precyzji i przywiązywania szczególnej wagi do technicznych możliwości Dziesiątej Muzy. Tworzy wyłącznie w obrębie popularnego kina gatunków, gdzie przebojowość i efektowność łączy z drapieżnym charakterem i dosyć pesymistyczną wizją świata. Choć nie każdy z wyreżyserowanych przez niego filmów był przebojem, jego nazwisko nieodmiennie kojarzone jest z gwarancją sukcesu. Oto David Fincher, reżyser na miarę naszych czasów.

Jest synem pisarza i pielęgniarki. Filmy zapragnął kręcić, kiedy w wieku siedmiu lat obejrzał western Butch Cassidy i Sundance Kid George'a Roya Hilla. Na ósme urodziny otrzymał kamerę Super 8 i natychmiast podjął się amatorskiej realizacji swoich snów o kinie. Wychowywał się w Marin County, gdzie był sąsiadem George'a Lucasa. Kiedy ten całkiem znany już reżyser kręcił w okolicy American Graffiti, młody Fincher stale zakradał się wraz z kolegami na plan filmowy, aby podglądać realizację. Siedem lat później, w 1980 roku, został zatrudniony w założonej przez Lucasa słynnej wytwórni filmowej Industrial Light and Magic, gdzie jako członek ekipy od efektów specjalnych pracował przy takich produkcjach jak Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi oraz Indiana Jones i Świątynia Zagłady.

Do lektury dalszej części tekstu zapraszam na Stopklatkę. Tradycyjnie w kilku miejscach nie obyło się bez magii korekty.

wtorek, 22 listopada 2011

Kino vs. telewizja

Mad Men

"Do niedawna seriale telewizyjne postrzegane były jako ubodzy krewni filmów kinowych. Dzisiaj jednak coraz więcej produkcji realizowanych przez zagraniczne stacje wskazuje na sytuację wręcz odwrotną. Dziesiąta Muza nie jest już w stanie rozwijać się w kinie, gdzie dawno osiągnęła szczyt swoich możliwości. Jej przyszłość leży w rękach telewizji. 

Jeszcze kilka lat temu niezwykle wyrównany poziom kolejnych sezonów danych seriali był ewenementem, teraz zaś staje się normą. Mało tego, coraz większa ilość tytułów wygląda jak najprawdziwsze kino, tak pod względem formy, jak i treści. Nie znaczy to, iż telewizyjne produkcje wreszcie osiągnęły poziom kina, lecz że kino już prześcignęły. Bo w przeciwieństwie do niego nie mają żadnych narracyjnych ograniczeń. Teoretycznie nigdy ich nie miały, ale dopiero ostatnimi laty ich twórcy dostrzegli pełnię możliwości swojego medium. I w końcu zaczęli je wykorzystywać. Oczywiście jest to uogólnienie, wszak ciągle nie brakuje seriali pełnych mankamentów automatycznie kojarzonych z tzw. ograniczeniami małego ekranu. Dalej powstają pozycje, które z czasem przysłowiowo zjadają swój ogon i zaczynają przypominać własne karykatury, czego jednym z lepszych przykładów jest choćby słynna Czysta Krew, z każdym kolejnym sezonem coraz bardziej trywialna, a nawet kuriozalna. Ale serial jako swego rodzaju efemeryda to już tylko stereotyp, który powoli odchodzi w niepamięć. (...)"

Do lektury całego tekstu zapraszam tutaj.

piątek, 21 października 2011

Od Bunuela do Borata, czyli krótka historia mockumentary

Orson Welles w trakcie adaptowania Wojny Światów

"(...) Rzecz poświęcona jest jednemu z najuboższych regionów Hiszpanii, a dzięki dogłębnej rejestracji zachodzących tam wówczas zjawisk i procesów społecznych uznawany bywa za pierwszy w historii film antropologiczny. Co jednak najważniejsze, choć nie jest to film fabularny, to pojawiają się w nim typowe dla fabuły rozwiązania formalne. Otóż Buñuel niektóre sceny zainscenizował, zaś poprzez częściowo nielogiczną (w pewnym sensie surrealistyczną) narrację wplótł do swojego obrazu elementy absurdu, tym samym zwyczajnie parodiując młodziutką jeszcze sztukę kina dokumentalnego. Trzeba jednak zaznaczyć, iż jest to parodia dosyć subtelna, a film mimo tychże zagrywek nie jest utworem fikcyjnym, w żaden sposób nie przekłamując zarejestrowanej rzeczywistości. Zdania, co do tego, czy Ziemię Hurdów naprawdę można nazwać prekursorską względem mockumentary są podzielone, faktem jest jednak, iż to pierwszy film posiadający jedne z typowych dla tego nurtu cech. (...)"


Do lektury całego artykułu zapraszam na Stopklatkę.

piątek, 14 października 2011

O tym, jak roboty uśmierciły Boga


"(...) Roboty na powrót stały się narzędziami służącymi nie tylko wyręczaniu nas w kolejnych dziedzinach życia, lecz także zwykłej rozrywce. To znudzenie poważniejszym ujęciem tematu przypomina sytuację z UFO, w którego istnienie masy przestały wierzyć na dobre w momencie, kiedy nie mogły opędzić się od filmów o nim opowiadających. Jednakże w przypadku ekranowej trywializacji robotyki doszło do czegoś więcej - do niekoniecznie świadomej manifestacji ateizmu. (...)"


Do przeczytania całego artykułu zapraszam na Stopklatkę. Tylko wypadałoby zaznaczyć, że koretka w wielu miejscach zmieniła sens moich wypowiedzi, wprowadzając przy okazji trochę błędów rzeczowych*... Jak dobrze pójdzie, to zostanie to poprawione.

* Piwo osobie, która je wyłapie.

EDIT: Niestety artykuł nie został poprawiony.

czwartek, 15 września 2011

Nicolas Winding Refn atakuje polskie kina

Pusher
"Choć o Nicolasie Windingu Refnie zrobiło się naprawdę głośno dopiero ostatnio, już od kilku lat w kinie gatunkowym (tudzież około-gatunkowym) niewielu twórców może się z nim równać. Łącząc ze sobą skrajnie różne elementy tworzy nową jakość, z ogranych konwencji czyni najprawdziwszą sztukę. W przeciwieństwie do większości konkurentów, gatunkowa żonglerka nie jest u niego wartością samą w sobie, a jedynie środkiem. Cel znajduje się znacznie wyżej. Bo choć szalony Duńczyk z reguły tworzy w obrębie kina popularnego, jest artystą z krwi i kości. (...)"

Z wielką przyjemnością zapraszam do lektury artykułu o moim ulubionym współczesnym reżyserze. Na Stopklatce, a dokładnie tutaj. Już jutro do naszych kin wchodzi jego Drive. Ja idę, a Ty?

niedziela, 11 września 2011

Ku pamięci pana M.


Janusz Morgenstern był jednym z najciekawszych reżyserów w historii filmu polskiego. Stale szedł z duchem czasu, posiadając rzadki dar dopasowywania  swoich dzieł do kolejnych nurtów kina. Jednocześnie całkowicie obcy był mu konformizm. Tworzył filmy na wskroś autorskie, skupiające się na portretowaniu przeróżnych środowisk. Przy tym unikał wątków autobiograficznych, bo - jak mówił - w sztuce lepszy od dosłowności jest jej substytut, od biografii autora ważniejsza jest jego wyobraźnia. Często konfrontował młodzieńczy idealizm z cynizmem dorosłości, jednak nawet, gdy wygrywało to drugie, jego filmy z reguły dalekie były od jednoznacznie pesymistycznej tonacji. Uchodził za człowieka wyjątkowo ciepłego i sympatycznego.

Ciąg dalszy artykułu przeczytać można na Stopklatce.

piątek, 9 września 2011

Zwierzaki w akcji


"Wściekłe pawiany, mściwe orki, przerośnięte szczury czy zmutowane kleszcze - to tylko niektóre z wielu bestii polujących na współczesnego człowieka. Wbrew pozorom opowiadające o nich filmy nie zawsze były wypełnione nieświadomym kiczem i tandetą. Mało tego - niektóre z nich to produkcje bardzo udane, niekoniecznie ustępujące dzisiejszym widowiskom kina grozy. Po sukcesie Piranii 3D, hollywoodzcy producenci idą za ciosem, przedstawiając Noc rekinów 3D, kolejny film wpisujący się w podgatunek zwany Animal Attack. Ale zacznijmy od początku. (...)"

Reszta artykułu do przeczytania na Stopklatce. O tutaj.
Ogromne dzięki za pomoc dla Piotra Sawickiego, Tymoteusza Wojciechowskiego oraz Crittersa i Ślepego, redaktorów zacnego Animal Attack.

PS. Gwoli ścisłości tytuł artykułu, "Homoseksualny królik atakuje!", nie jest mojego autorstwa...

sobota, 16 lipca 2011

Każdy może mieć swojego Nietoperka

City of Scars

"(...) Filmy fanowskie cechują się oczywiście niskim, czasem zerowym budżetem, oraz brakiem udziału profesjonalnych filmowców uczestniczących w ich realizacji. A przynajmniej z reguły. Niestety spora ilość amatorskich twórców stawia na efektowność, która poprzez niedobór środków obraca się przeciwko nim, czyniąc z ich obrazów zwykłą błazenadę. Także same scenariusze mają często niewiele do zaoferowania, kopiując przeważnie te same wzorce, w kółko przetwarzając nieświeże już historie. Innymi słowy: nietoperkowe kino fanów jest okropnie tendencyjne. Ale na szczęście nie zawsze. Przecież uniwersum Batmana to bogaty świat. Można zaglądać do przeróżnych jego zakamarków i niektórzy słusznie podążają tym tropem. Do tego sam bohater nie jest żadnym Supermanem czy herosem ze stajni Marvela. Jego dekadenckie Gotham wzorowane jest na deszczowych miastach znanych z kina noir, które wypełniają wprawdzie przestępcy upiorni i groteskowi, ale nie zawsze przecież obdarzeni jakimiś szczególnymi super-mocami. Problem z widowiskowością można więc też odhaczyć. Wystarczy chcieć. (...)"

Cały artykuł na temat fanfilmów poświęconych przygodom Mrocznego Rycerza przeczytać można na łamach komiksowego magazynu Kolorowe Zeszyty. O tutaj.

sobota, 18 czerwca 2011

"Stać się nieśmiertelnym i umrzeć" - czarne kino Jean-Pierre'a Melville'a

Do utraty tchu

Jean-Pierre Melville - ojciec kina autorskiego, prekursor Nowej Fali, później też postmodernizmu. Wiecznie zapatrzony w kino noir cierpiał na istną amerykanofilię, jednakże nie kopiował, a twórczo przekształcał zagraniczne wzorce. Zasłynął głównie jako twórca jedynej w swoim rodzaju reinterpretacji czarnego kina, regularnie posługując się umownością sztuki filmowej. Jego twórczość przedstawia zniszczone światy, których opustoszałe ulice przemierzali kolejni życiowi wykolejeńcy. Ich tragiczne losy umieszczał przeważnie w ramach efektownego kina gatunków, czyniąc je jednak stonowanym, ironicznym, zniuansowanym. Większość snutych przez niego opowieści to wykładnie filozofii egzystencjalizmu.

piątek, 1 kwietnia 2011

Marek Piestrak Special


Jest już nowy numer "Grabarza Polskiego" z moim opisem twórczości Mr. Piestraka (przeredagowana wersja tego tekstu) oraz wywiadem, jaki miałem przyjemność z nim przeprowadzić. Do pobrania bezpośrednio stąd. Tylko czemu zostałem opisany jako "ekspert od kina dziwacznego", to naprawdę nie wiem. Czyżby dlatego, że wszystko, co "w Polsce szerzej nieznane, niedoceniane lub zwyczajnie zapomniane", to rzeczy po prostu dziwne? Ogólnie nie mam co narzekać na kontakty z redakcją, ale to jedno zdanie jakoś mnie zasmuciło. Nie mniej jednak oczywiście zachęcam do pobrania.

środa, 9 marca 2011

Wojciech Jerzy Has - outsider w krainie czarów (część 1)


Wojciech Jerzy Has był jednym z nielicznych surrealistów w historii polskiego kina, choć niewiele jego obrazów można zaliczyć do kina surrealistycznego sensu stricte. Wszystkie jego filmy pełnometrażowe to adaptacje literatury, a jednak nie ulega wątpliwości, że tworzył sztukę skrajnie autorską. Zresztą zwykło się mówić, że jego wyobraźnia wręcz pożerała literackie pierwowzory. Tworzył kino osobiste i odosobnione, na przekór wszelkim modnym trendom i nurtom. Filozoficzne i egzystencjalne, malarskie i poetyckie, zawieszone między snem a jawą. I nawet, jeśli słowem-kluczem odnośnie co niektórych jego tytułów był „realizm”, Has do surowego portretowania rzeczywistości nigdy się nie ograniczał. Bo jego specjalnością było jej mitologizowanie.

wtorek, 14 grudnia 2010

Fabrice Du Welz - nadzieja kina grozy

Nieco przeredagowana, uaktualniona wersja poniższego tekstu opublikowana później została na łamach portalu E-Splot.

typowi obywatele Belgii w A Wonderful Love

Belgia powinna być światową stolicą kina grozy. Bo przecież – jak mówi pan du Welz – jest krajem mrocznym, surrealistycznym, schizofrenicznym i absurdalnym. Tyle, że belgijscy filmowcy wolą z reguły straszyć rodzimą publiczność kolejnymi dramatami społecznymi. Bo gatunków się za bardzo boją, niestety nie tylko oglądać (no dobra, tacy bracia Dardenne tworzą kapitalne filmy społeczne, ale o tym może innym razem). O du Welzu bywa głośno na światowych festiwalach, ale w ojczyźnie pozostaje niezauważony. Być może zmieni się to za sprawą zapowiadanego Alleluia, jego trzeciego filmu pełnometrażowego, który zrealizowany ma zostać w USA. My mamy mieliśmy Polańskiego, Belgowie mają du Welza. Teoretycznie najbardziej belgijskiego filmowca, niekochanego z powodu swojej belgijskości – czyli mroku, surrealizmu, schizofrenii, absurdu... Wychodzi na to, że gdyby spotkali się Bunuel, Hitchcock, Herzog i wspomniany Roman, gdyby postanowili spędzić gdzieś wspólnie wakacje, by spłodzić swoje możliwie najstraszniejsze scenariusze, to wybraliby Belgię. Bo to przecież na nich powołuje się du Welz, prowokacyjny twórca eksperymentalnych horrorów będących, jak słusznie mówi, mieszanką agresji i poezji.

piątek, 29 października 2010

Marek Piestrak, "król polskiego kina klasy B" (część 2)


Tak pachnie dżungla. To strach. Tak pachnie strach. Dżungla wtedy paruje.


wtorek, 26 października 2010

Marek Piestrak, "król polskiego kina klasy B" (część 1)

Wilczyca

Zbliża się Halloween , które wydaje mi się idealną okazją, by przypomnieć sobie twórczość wiecznie zafascynowanego amerykańskimi filmami rozrywkowymi Marka Piestraka. Jako jeden z nielicznych polskich reżyserów odważył się sięgnąć po filmy gatunkowe, w czasach, kiedy było to wśród rodzimych filmowców niekoniecznie mile widziane (dominacja kina moralnego niepokoju). Jako jedyny zaś sięgał po nie regularnie (pomijając twórców komediowych), prawie nie tworząc czegoś innego. Można go chyba nazwać prekursorem gatunkowego boomu, jaki nastąpił w PRLu lat 80. Twardzi detektywi, sataniści, posągi strzelające laserami, roboty, żywe trupy i wilkołaki – oto filmowy świat Marka Piestraka. Zdarzali się u nas twórcy sięgający po kino grozy czy sci-fi, ale chyba tylko on brał się i za jedno i za drugie. Nie raz i nie dwa, a to jeszcze nie wszystko.


piątek, 1 października 2010

'Sztuka jest aktem przemocy' - kino Nicolasa Windinga Refna (część 2)


Oto czego się nauczyłem. Żeby przetrwać w branży filmowej trzeba nauczyć się dwóch rzeczy: pisania i dystrybucji. Żeby kręcić filmy w branży trzeba nauczyć się dwóch rzeczy: robić dobre filmy i robić je tanio (…) Mniej znaczy więcej. Zanim jednak NWR mógł wypowiedzieć te słowa lata później, przez kilka długich miesięcy musiał żyć w biedzie. Utrzymywany przez rodziców był na skraju załamania nerwowego. Pamiętam dzień narodzin mojej córki. Wracałem do mieszkania po to, by przeszukać je w celu znalezienia jakiejkolwiek zagranicznej waluty, którą mógłbym wymienić na duńskie korony. Po ogromnej komercyjnej klęsce Fear X nie mógł liczyć na finansowe wsparcie ze środowiska filmowego, które bało się już w niego inwestować. Pozostała mu jednak jedna opcja, jeśli chciał pozostać w świecie kina – komercyjny pewniak. A takim było tylko nakręcenie kontynuacji swojego najbardziej dochodowego tytułu, ciagle pamiętanego przez duńską publiczność. Tyle, że sukces jednego filmu, to za mało dla niezależnego filmowca, by wyjść z tak dużego długu. W ten sposób z Pushera zrobiła się trylogia.

sobota, 25 września 2010

'Sztuka jest aktem przemocy' - kino Nicolasa Windinga Refna (część 1)


Ze względu na bezkompromisowość i nieprzewidywalność nazywany jest l’Enfant Sauvage (Dzikim Dzieckiem) duńskiej kinematografii. I obecnie jest jej najbardziej opłacalnym, po Larsie Von Trierze, towarem eksportowym. Słynie z łamania filmowych schematów, ale daleko mu do zwykłego postmodernistycznego figlarza. To jego bohaterowie kształtują gatunkowe universum, nie na odwrót. Bo trzonem jego kina jest subiektywna narracja, a ta musi być ściśle podporządkowana psychologii postaci. Te z kolei są  nieobliczalne – za ich pomocą zaskakująco naturalnie potrafi przejść z jednej konwencji w drugą. Oto Nicolas Winding Refn: reżyser-samouk będący daltonistą (!), wiecznie eksperymentujący artysta w świecie kina gatunkowego.