Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokument. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Wojciech Wiszniewski i demitologizacja człowieka pracy

Niniejszy tekst napisany został ponad półtorej roku temu, ale z różnych powodów ciągle leżał w "szufladzie". Jest to próba analizy twórczości wybitnego dokumentalisty. Ewentualnych czytelników zainteresowanych jego postacią, lecz niezainteresowanych tego typu tekstami, odsyłam do (krótszego i przystępniejszego) eseju  "Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz".



W latach 1967-1978 Wojciech Wiszniewski nakręcił 12 filmów, głównie dokumentalnych, z czego aż 9 zostało zatrzymanych przez cenzurę. Władze postrzegały go jako artystę niebezpiecznego, gdyż specjalizował w kontrastowaniu obrazów szarej codzienności ze wzorcami wyniesionymi z realizmu socjalistycznego. Wszak doprowadzał tym do dysonansu obnażającego fałsz narzucanej obywatelom ideologii. Szczególnie upodobał sobie demaskację mitu człowieka pracy, jednakże w swoich utworach nie ograniczał się tylko do krytyki. Bo ta, jeśli pozbawiona byłaby przeciwwagi, sama stanowiłaby dla artysty ograniczenie. Jak uważał, "jedyna droga rozwoju to kino naprawdę polemiczne, sugestywnie realizowane w formie kreacyjnej posiłkującej się symbolem, metaforą, alegorią. Dzieło dążące do syntetycznego, a więc dialektycznego oglądu świata" [1]. Stąd, choć skupiał się na ukazaniu negatywnego wpływu idei na jednostkę, stale dążył do dialogu z widzem. Starając się przedstawiać wszystkie możliwe „za” i „przeciw” tworzył filmy utkane ze sprzeczności.

środa, 24 października 2012

Małe kino #18: Western, Italian Style (reż. Patrick Morin, 1968)



Nad wyraz sympatyczny średniometrażowy dokument zrealizowany dla amerykańskiej telewizji. Będąc najstarszym tego rodzaju filmem przedstawiającym włoską odmianę westernu, i jedynym nakręconym jeszcze w czasie jej rozkwitu, stanowi istny wehikuł czasu. Ukazuje nam publikę ciągle szaleńczo rozkochaną w spaghetti, wywiady z jednymi z czołowych twórców (Enzo G. Castellari, Sergio Corbucci, Sergio Sollima), oprowadza po planach filmowych (Przybyłem, zobaczyłem, strzeliłem, Człowiek zwany Ciszą, Uciekaj, człowieku, uciekaj, Zabij wszystkich i wróć sam), wreszcie przedstawia część przygotowań do największego arcydzieła gatunku (Pewnego razu na Dzikim Zachodzie oczywiście). Wszystko to - i nieco więcej - podlane sporą dawką humoru (Cobucci mistrzem autoironii), często odpowiednio sztucznie zdubbingowane i z Frankiem Wolffem, jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów drugoplanowych spaghetti, w roli narratora. Palce lizać.

No dobra, nie do końca. Western, Italian Style jest bowiem filmem, który śmiało polecić mógłbym chyba tylko fanom "makaroniarstwa". Laikom wypadałoby może nawet ewentualny seans odradzić, gdyż sam gatunek tak naprawdę przedstawiony został powierzchownie. Jawi się on jako, powiedzmy, mieszanka kina akcji i komedii, w której główny bohater czasem może w finale zginąć, co - rzekomo - obce było westernom amerykańskim. Nawet nihilistyczny finał Człowieka zwanego Ciszą, którego realizacji twórcy się przyglądają, prezentuje się tu cokolwiek sympatycznie, choć na szczęście nie tak, jak ten z Uciekaj, człowieku, uciekaj.

A może przesadzam.

sobota, 2 czerwca 2012

Comic Book Confidental

Egzemplarz do recenzji podesłali dystrybutorzy filmu w Polsce - wydawnictwo Centrala i fundacja Tranzyt. Dziękuję.


Komiks to bez wątpienia najbardziej poszkodowane medium w historii. Zaszufladkowany jako rozrywka dla dzieci, od lat konsekwentnie piętnowany, a tym samym spychany na margines życia kulturalnego. Naprzeciw stereotypowemu traktowaniu historii obrazkowych stanął Ron Mann, autor "Comic Book Confidential", kultowego dokumentu, który 24 lata po swojej premierze wydany został w Polsce na DVD. 

Reżyser przedstawia historię amerykańskiego komiksu przez pryzmat sylwetek 22 bardzo charakterystycznych artystów, tak mainstreamowych, jak i undergroundowych, zarówno tych powszechnie cenionych, jak i tych już trochę zapomnianych. Każdy z nich bardzo chętnie wypowiada się na temat nastrojów panujących w czasach, w których przyszło im tworzyć, a że poznajemy ich w takiej kolejności, w jakiej pojawili się w branży - od weteranów po autorów o znacznie mniejszym doświadczeniu - to otrzymujemy lekcję historii nierzadko przepełnioną opisami niezwykle barwnych zjawisk i sytuacji. Z jednej strony dosyć osobistą, z drugiej zaś - także za sprawą licznych materiałów archiwalnych - o charakterze socjologicznym.

Do lektury całego tekstu zapraszam na Stopklatkę.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Małe kino #15: Ze snu sen (reż. Adam Kuczyński, 1998)



Tydzień temu Wojciech Jerzy Has obchodziłby swoje 87 urodziny, co wydaje mi się całkiem dobrym powodem, aby wrzucić tu hołdujący jego twórczości film Kuczyńskiego. Ze snu sen to przykład bardzo ciekawego dokumentu kreacyjnego - jego trzon stanowią bowiem fragmenty wybranych utworów krakowskiego mistrza oraz naśladujące (a w pewnym sensie kontynuujące) je sceny napisane przez Kuczyńskiego wespół z samą Marią Kornatowską. Has pojawia się tu jako "wielki nieobecny", którego postaci żyją własnym życiem, głównym bohaterem jest być może jednak coś innego... Rzecz zgrabnie nakręcona i zmontowana, dobrze oddaje charakter hasowskiego kina i, jak mi się wydaje, skutecznie zachęca do zapoznania się z nim. Dziwię się trochę tylko, że zabrakło miejsca na zegar wprawiany w ruch magicznym wierszem z depresyjnego Wspólnego pokoju (1959) czy na surrealistyczne sceny mieszające czas przeszły, teraźniejszy i przyszły (sic!) z niedocenianych Szyfrów (1966). Nieco boli też, że ogólnie tak niewiele filmów zostało tu zaprezentowanych, ale to już czysto subiektywne odczucie, bo wcale to dokumentowi nie umniejsza.

PS. Dzisiejszy odcinek sponsoruje Krzysztof Ryszard Wojciechowski.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Zakazany owoc nr 6

Egzemplarz do recenzji - która opublikowana też została na Kolorowych Zeszytach oraz na E-Splocie - podesłali autorzy filmu. Dziękuję. 



"(...) Zgodziłem się na ten dokument tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ byłem przekonany, że zostanie on jednorazowo zaprezentowany w Toruniu oraz będzie częścią mojego albumu rodzinnego, a te podłe skurwysyny: Buratyński, Kowalski i Śmigielski wciskają ludziom szit pod postacią teasera w stylu elektryk wysokich napięć w wersji punk. Ze względu na to, że od zawsze starałem się i staram o złą reputację - jebie mnie to jak, kto, gdzie i co sobie kurwa chuj mnie to obchodzi. Gdybym wiedział wcześniej, że Zakazany owoc nr 6 zahaczy o festiwale punk, pokazałbym przynajmniej kutasa lub jak mi gówno z dupska wychodzi, a tak - szaleństwem to, co zobaczą widzowie, nie jest."

czwartek, 15 marca 2012

Małe kino #14: Każdy wie kto za kim stoi (reż. Maria Zmarz-Koczanowicz, 1983)



Jeden z najlepszych znanych mi dokumentów artystycznych. Gigantyczna "peerelowska" kolejka do sklepu, sama w sobie całkiem absurdalna, została za pomocą odpowiedniego doboru ujęć oraz montażu dźwięku tak przejaskrawiona, iż niby zwykła obserwacja przeobraża się w iście surrealistyczną satyrę. Rzecz bardzo prosta, ale też bardzo przemyślana, oparta na zbliżonej do filmów fabularnych konstrukcji scenariuszowej oraz precyzyjnej reżyserii. Bardzo komiczne (powiedzmy), choć sama puenta to już jeden wielki dół. Na nieszczęście dla mojego gustu w kolejnych filmach pani Zmarz-Koczanowicz znacznie zredukowała ilość rozwiązań kreacyjnych, a z czasem zaczęła realizować dosyć standardowe dokumenty. A przynajmniej tak mi pamięć podpowiada.

wtorek, 13 marca 2012

Szwindel: Anatomia kryzysu


Ostatni dokument Charlesa Fergussona nie należy do najprzyjemniejszych. Jego zadaniem jest wzburzenie odbiorcą, co też szybko mu się udaje. Reżyser przeprowadza skrupulatne śledztwo na temat powodów największej od czasu Wielkiego Kryzysu globalnej recesji. Podpierając się bardzo szczegółową dokumentacją obnaża zakłamanie przemysłu finansowego i usłużność elit politycznych świadomie prowadzących szarych obywateli do ubóstwa. Nie ucieka się do ironii czy sarkazmu, rezygnuje też z rozwiązań kreacyjnych. Rzecz opiera na bardzo prostych środkach, aby wypadała możliwie najprzejrzyściej i najwiarygodniej. 

Całość przeczytać można na Stopklatce.

niedziela, 26 lutego 2012

Zagubiony w La Manchy, czyli Terry Gilliam kontra wiatraki

Egzemplarz do recenzji podesłał dystrybutor filmu w Polsce, firma 9th Plan. Dziękuję.


Nie znając kontekstu pozafilmowego, po seansach takich obrazów jak Brazil, 12 małp czy Parnassus ciężko wyobrazić sobie, że dla stojącego za nimi twórcy coś mogłoby być niemożliwe. Jawi się on raczej jako potężny magik, artysta bez większego wysiłku przenoszący widza w najdalsze zakamarki swojej niczym nieskrępowanej wyobraźni. Kiedy jednak zejdziemy na ziemię, okaże się, że o ekranizowanie swoich fantazji za każdym razem zmuszony jest walczyć. "Zbyt widowiskowy jak na europejskie standardy, zbyt ekscentryczny jak na Hollywood" - można usłyszeć w Zagubionym w La Manchy, być może jedynym reportażu typu making of, który zamiast ukazywać proces powstawania filmu, rejestruje wszystko to, co złożyło się na jego klęskę. Człowiek, który zabił Don Kichota - niedoszłe opus magnum Terry'ego Gilliama.

środa, 22 lutego 2012

Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz


Wczoraj minęło 31 lat od jego śmierci, dzisiaj mija 65 lat od jego urodzin. Był czołowym przedstawicielem polskiego dokumentalizmu kreacyjnego i jednym z najbardziej bezkompromisowych reżyserów lat 70. Tworzył na wskroś autorskie, przepełnione ironią freski społeczne, konsekwentnie demaskując system socjalistyczny. Wśród filmowców postrzeganych przez ówczesne władze za niebezpiecznych był jednym z rekordzistów - aż 9 na 12 zrealizowanych przezeń filmów zostało zatrzymanych przez cenzurę. "Wojciech Wiszniewski, najbardziej utalentowany ze swojego pokolenia, płacił najwięcej" - miał po latach napisać Kazimierz Kutz.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

2011

 
Jak dla mnie ostatni rok był dobry, ale poprzednie były lepsze. Części zachwytów nie rozumiem, żeby tylko wymienić pretensjonalne Drzewo życia, bardzo niedopracowanego Chłopca na rowerze czy Melancholię (choć to i tak, moim skromnym, jeden z nielicznych udanych filmów duńskiego kabotyna). Inna sprawa, że kilku tak zwanych ważnych tytułów jeszcze nie miałem okazji obejrzeć, jak choćby Szpiega, Niebezpiecznej metody czy Wujka Boonmee...

Poniżej wrzucam swój czysto subiektywny ranking 10. najlepszych tytułów, które miały w zeszłym roku premiery (i polskie i światowe). Ranking ten znajduje się od kilku dni na Stopklatce, wraz z zestawieniami pozostałych (współ)pracowników tejże redakcji. Z tym że tam znalazła się moja opinia tylko o jednym filmie, tutaj umieszczam o wszystkich (+ coś jeszcze). Gwoli ścisłości nie jest dla mnie istotna kolejność danych tytułów. No za wyjątkiem tego numer 1. A gdybym brał pod uwagę seriale inne, niż tylko te, które dopiero w 2011 rozpoczęły swoje telewizyjne żywota, to być może zdominowałyby ranking.

czwartek, 22 grudnia 2011

Magia pewnej Korei



Mająca swoją premierę w 1989 roku Defilada to przykład bardzo prostej i bardzo inteligentnej demaskacji komunistycznej propagandy. Reżyser Andrzej Fidyk film oparł wyłącznie o oficjalne treści - lektor niekoniecznie więc tłumaczy wypowiedzi kolejnych osób, lecz sięga po wybrane fragmenty z propagandowych książek i pism. Ich ogromne nagromadzenie ośmiesza ideologię, kult jednostki czyni pokracznym, północno-koreańską rzeczywistość możliwie najbardziej groteskową. Ciekawe jak spodobałby się to Wojciechowi Wiszniewskiemu.

"Ten pomnik przypomina następujące wydarzenie: 19 sierpnia '73 roku Wielki Wódz stanął w tym miejscu i wspominał jak to pewnego dnia roku '47 jego małżonka, Szanowana i Kochana Towarzyszka Kim Dzonk Suk, chcąc zrealizować swe marzenie, którym było obejrzenie najpiękniejszych widoków na świecie, wybrała się na pieszą wycieczkę w Góry Diamentowe. I w tym właśnie miejscu, gdzie stoi dziś ten pomnik, nagle przystanęła, bo sobie przypomniała, że nie zrobiła przecież swojemu małżonkowi, Wielkiemu Wodzowi, obiadu. Zastanawiała się więc przez chwilę czy iść dalej i realizując swe marzenie upoić oczy widokiem najpiękniejszych gór świata czy też wrócić do domu i ugotować mężowi obiad. Po chwili wahania zdecydowała się jednak zrezygnować ze swoich marzeń i powróciła do domu i ugotowała obiad, który bardzo smakował Wielkiemu Wodzowi. Dla upamiętnienia tego wydarzenia postawiono według wskazówek Wielkiego Wodza ten pomnik."

wtorek, 18 października 2011

Małe kino #9: Sztygar na zagrodzie (reż. Wojciech Wiszniewski, 1978)





Arcydzieło dokumentu kreacyjnego. Dosyć złowieszcza quasi-satyra społeczna i swego rodzaju pastisz kina socrealistycznego. Moim skromnym niesłusznie pozostaje w cieniu poprzednich filmów Wiszniewskiego - jak dla mnie Sztygar... jest tak samo dobry jak słynny Elementarz, a lepszy od wszystkich pozostałych. Nie umniejszając ogromnej wartości większości z nich.

czwartek, 6 października 2011

Mario Barth: Na własnej skórze (reż. Billy Burke, 2008)


"(...) Film w reżyserii Billy'ego Burke'a rozpoczyna się od zarysowania sylwetki Bartha, poprzez krótkie przedstawienie jego przeszłości i sportretowanie jego dzisiejszego, prężnie działającego biznesu. Szybko okazuje się, że słynny Austriak ma być w zasadzie tylko przewodnikiem reżysera po świecie, do którego normalnie nie miałby dostępu. Chodzi mianowicie o zaprezentowanie widowni Tebori - zakazaną sztukę tradycyjnego tatuażu japońskiego, wykonywanego całkowicie ręcznie. Tebori do dziś kojarzone jest z gangsteryzmem, przez co w swojej ojczyźnie, mimo kilkusetletniej tradycji, jest społecznie potępiane. I to do tego stopnia, iż za publiczne demonstrowanie "cielesnych rysunków" trafić można nawet do więzienia. Z miejsca. (...)"


Do lektury całej recenzji zapraszam na Stopklatkę. Trochę ten film krytykuję, ale myślę, że dla fanów tatuażu to pozycja obowiązkowa.

środa, 28 września 2011

Rządzę swoim ciałem A.K.A. Nikt nie jest doskonały (reż. Raphael Sibilla, 2006)


"(...) Hedonistyczne orgie, sado-masochizm, transseksualizm i modyfikacje ciała to tematy w filmie dominujące. Kamera oprowadza nas po przybytkach specjalizujących się w umożliwianiu ludziom kolejnych eksperymentów, niekoniecznie erotycznych, ale zawsze z ludzką seksualnością w jakiś sposób związanych. Nie tylko wsłuchujemy się w wypowiedzi uczestników tych wydarzeń, ale i stajemy się ich świadkami. Wprawdzie fragmenty ukazujące najostrzejsze akty zostały zarejestrowane na tyle ostrożnie, iż nie można filmu nazwać pornograficznym, jednakże o subtelnym opowiadaniu mowy nie ma. Miejscami zresztą granica między erotyką a porno zostaje delikatnie przekroczona, jak choćby wówczas, gdy kamera pokazuje nam kobietę oddającą mocz na twarz swojego niewolnika.(...)"


Cała recenzja na Stopklatce.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Małe kino #6: Próba mikrofonu (reż. Marcel Łoziński, 1980)



"(...) W sytuację, jak z socrealistycznego produkcyjniaka, Łoziński wpisał refleksję o sobie, swoim medium, o zawodzie dokumentalisty i o doświadczeniu lat 70. Filmowcom mogło się wydawać, że swoimi filmami wpływają na świadomość zarówno robotników, jak rządzących. Czy było to myślenie naiwne? Wydawałoby się, że tak, ale życie dopisało Próbie mikrofonu ciekawy epilog. Jego bohater (...) został wyrzucony z pracy. Jednocześnie Łoziński został usunięty z wytwórni - co prawda na krótko, bo powstała Solidarność. Bohater filmu trafił wtedy do polskiego radia, rzucił legitymację partyjną, w stanie wojennym był internowany. 'Film odmienił jego życie' - opowiada z satysfakcją Łoziński."

Tadeusz Sobolewski, z książeczki dołączonej do kolekcji filmów Łozińskiego wydanej w serii Polska Szkoła Dokumentu. Za niespełna 37 zł kupić ją można na przykład tutaj. Bardzo polecam.