Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sergio Sollima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sergio Sollima. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 maja 2014

Quentin Tarantino o włoskim kinie gatunków

Poniżej znakomity wywiad, jakiego w 1992 roku Tarantino udzielił Johnowi Martinowi, redaktorowi naczelnemu angielskiego fanzine'a "Giallo Pages. Exploitation All'Italiana" (wywiad opublikowany na łamach jego drugiego numeru, rocznik 1993). Przy tłumaczeniu tekstu pozwoliłem sobie pominąć przydługi wstęp, ale bez nakreślenia kontekstu obejść się nie może. Otóż Martin natknął się na Tarantino w Nottingham podczas festiwalu kina kryminalnego/sensacyjnego Shots in the Dark, gdzie reżyser promował "Wściekłe psy". Początkowo nie był chętny na udzielenie kolejnego wywiadu, jednak Martin wcisnął mu pierwszy numer swojego fanzine'a oraz numer telefonu. Drugiego dnia Tarantino zadzwonił doń ze słowami, że jego magazyn jest świetny i bardzo chętnie spotka się z nim na rozmowę, o ile tylko nie będzie ona dotyczyć jego debiutanckiego filmu, bo takich rozmów ma już serdecznie dość. Zapewne także dzięki temu wywiad ten nie wygląda jak wywiad, a raczej jak kumpelska pogawędka przy piwie. Enjoy.

Opera

Co ci mówił Harvey Keitel o pracy z Dario Argento podczas Two Evil Eyes?
Grał w Two Evil Eyes i jeszcze jednym włoskim filmie, The Inquiry w reżyserii Damiano Damianiego.

I w Order of Death Roberto Faenzy. To ten z Johnny'm Rottenem.
A tak. Nigdy nie rozmawialiśmy o filmie z Johnny'm Rottenem, ale naprawdę polubił Argento.  Mówił, że może zrobią razem jeszcze jeden film, bo Dario mu powiedział "Harvey, nigdy nie nauczyłem się o aktorstwie tak dużo, jak podczas pracy z tobą".

Keitel był tam świetny, jak zwykle, ale ogólnie nowela Argento niezbyt mi się podobała.
Co? To znaczy podobała ci się nowela Romero, ale nie Argento?!

wtorek, 27 listopada 2012

Gatunek po włosku #2: Spaghetti western


I kolejnych pięć włoskich wizji Dzikiego Zachodu, w tym cztery powszechnie uważane za jedne z tych absolutnie najważniejszych. Mam nadzieję, że będzie smakować.


środa, 24 października 2012

Małe kino #18: Western, Italian Style (reż. Patrick Morin, 1968)



Nad wyraz sympatyczny średniometrażowy dokument zrealizowany dla amerykańskiej telewizji. Będąc najstarszym tego rodzaju filmem przedstawiającym włoską odmianę westernu, i jedynym nakręconym jeszcze w czasie jej rozkwitu, stanowi istny wehikuł czasu. Ukazuje nam publikę ciągle szaleńczo rozkochaną w spaghetti, wywiady z jednymi z czołowych twórców (Enzo G. Castellari, Sergio Corbucci, Sergio Sollima), oprowadza po planach filmowych (Przybyłem, zobaczyłem, strzeliłem, Człowiek zwany Ciszą, Uciekaj, człowieku, uciekaj, Zabij wszystkich i wróć sam), wreszcie przedstawia część przygotowań do największego arcydzieła gatunku (Pewnego razu na Dzikim Zachodzie oczywiście). Wszystko to - i nieco więcej - podlane sporą dawką humoru (Cobucci mistrzem autoironii), często odpowiednio sztucznie zdubbingowane i z Frankiem Wolffem, jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów drugoplanowych spaghetti, w roli narratora. Palce lizać.

No dobra, nie do końca. Western, Italian Style jest bowiem filmem, który śmiało polecić mógłbym chyba tylko fanom "makaroniarstwa". Laikom wypadałoby może nawet ewentualny seans odradzić, gdyż sam gatunek tak naprawdę przedstawiony został powierzchownie. Jawi się on jako, powiedzmy, mieszanka kina akcji i komedii, w której główny bohater czasem może w finale zginąć, co - rzekomo - obce było westernom amerykańskim. Nawet nihilistyczny finał Człowieka zwanego Ciszą, którego realizacji twórcy się przyglądają, prezentuje się tu cokolwiek sympatycznie, choć na szczęście nie tak, jak ten z Uciekaj, człowieku, uciekaj.

A może przesadzam.

piątek, 19 października 2012

Pewnego razu we Włoszech - krótka historia spaghetti westernu

Poniżej pierwszy artykuł, jaki w życiu napisałem. Również liczący sobie 6 lat. Cechuje się nie tylko pewną nieporadnością i licznymi błędami językowymi, ale też nieco zbyt dużymi nieścisłościami, czasem na skraju błędów rzeczowych. Znaczy się ciężko nazwać go prawdziwie rzetelnym (bez obaw, nie był nigdzie publikowany, jeśli nie liczyć pewnego forum). Uzupełniłem go więc odpowiednimi przypisami.


Western – amerykański gatunek filmowy bardzo popularny przez kilkadziesiąt lat na całym świecie. Mimo, że Europejczycy kręcili westerny już od początku XX wieku, zwykło mówić się, że to Amerykanie mają monopol na kręcenie tego typu filmów. I tak właśnie było, tylko westerny amerykańskie były znane i cenione, a tzw. eurowesterny były mało znaczącą mniejszością. Eurowesterny pozostawały w ich cieniu będąc filmami praktycznie niezauważanymi, co nie zachęcało Europejczyków do kręcenia ich, ale zmieniło się to w latach 60.[1] Westerny w USA cieszyły się coraz mniejszą popularnością i zaprzestano ich produkcji [2], ale w Europie zapotrzebowanie na nie wciąż było duże, więc Europejczycy wzięli się za ich wręcz masową produkcję. W latach 1960 – 1975 powstało blisko 600 europejskich westernów [3], z czego większość stanowiły westerny włoskie nazwane ze względu na pochodzenie - spaghetti westernami. Filmy te znane są tez jako westerns all’Italiana [4], w Hiszpani określa się je mianem Paella westerns, a w Japoni macaroni westerns.