"Alan Moore's The Courtyard" Antony Johnston i Jacen Burrows, 2009 (oryg. 2003)
Lektura tego komiksu przypomina spożywanie posiłku, który u swoich podstaw ma wiele z naszych ulubionych składników, ale który ostatecznie wcale nie smakuje tak, jak byśmy tego oczekiwali, gdyż kucharz nie wiedział, jak swoje danie powinien przyprawić. Kucharzy było tutaj aż trzech, ale winą za niewystarczającą jakość posiłku obarczam tylko jednego. A jest nim, o zgrozo, sam Alan Moore. W 1994 roku napisał on opowiadanie bazujące na lovecraftowskim "Koszmarze w Red Hook". 9 lat później panowie Johnston i Burrows postanowili dokonać jego komiksowej adaptacji, z Moore'm na pokładzie w roli konsultanta. Johnston przełożył prozę na język opowieści obrazkowych w sposób zaskakująco filmowy - niemal każdą stronę dzielą tu na pół dwa długie panele, w związku z czym kartkowanie dzieła przypomina oglądanie stopklatek, a narracja subiektywna aż się prosi o termin "narracja pozakadrowa". Trochę kreskówkowy styl Burrowsa gdzieniegdzie wydawał mi się zbyt umowny, lecz ogólnie rzecz biorąc to - wbrew nijakiej okładce - rysownik wykonał bardzo porządną robotę. Niedziwne, że kilka lat później Moore zaproponował mu współpracę przy kontynuacji "The Courtyard". Problem tkwi w fabule, a dokładniej - w jej charakterze. Historia sama w sobie jest całkiem dobra (średnio podobało mi się niezbyt oryginalne zakończenie), składająca się z kilku bardzo interesujących elementów (narkotyk produkowany w ludzkim mózgu, teoria anomalii), a opowiadana w sposób należycie dla horroru niepokojący i złowieszczy. Rzecz w tym, że Moore nie jest sobą, a próbuje być drugim Lovecraftem. Autor "V jak Vendetta" nie raz już udowadniał, że jest mistrzem stylizacji, tyle że mistrzostwo to było efektem tego, że kolejne wzorce filtrował przez własny styl. A tutaj po prostu imituje "Samotnika z Providence", autora tak samo specyficznego i osobnego. Takiego, którego udawać się nie da.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Corben. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Corben. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 listopada 2013
niedziela, 24 czerwca 2012
Hellboy: Double Feature of Evil
Środek nocy, jakieś anonimowe miasto. Kompletnie zdezelowana, zapomniana przez wszystkich ulica, a na niej zabite dechami kino. Rozpadający się szyld od lat zaprasza ewentualnych przechodniów na ten sam podwójny seans filmowy. Wnętrze kina prezentuje się równie zachęcająco, co okolica, aczkolwiek ozdabiająca ściany galeria posterów - Dracula, The Wolf Man, Frankenstein, Cat People, The Bride of Frankenstein i The Mummy's Ghost - zdaje się nie odczuwać upływu czasu. Pokryte pajęczynami drzwi prowadzące do sali projekcyjnej są lekko uchylone. Sala nie jest całkiem pusta - osiem siedzeń tuż przed ekranem zajętych jest przez truchła ludzi. Radykalni kinomaniacy, nigdy nie zdecydowali się wyjść. Zatkajmy nosy i usiądźmy obok. Czas na seans.
Etykiety:
Hellboy,
komiks,
Mike Mignola,
Richard Corben
środa, 11 kwietnia 2012
Hellblazer: Hard Time
"- Where you from?
- A different nightmare."
W 2000 roku nieuznający kompromisów Warren Ellis na skutek "nieporozumień" z przełożonymi zrezygnował z pisania Hellblazera, przez co wydawnictwo na gwałt potrzebowało odpowiednio wartościowego zastępstwa. Wybór padł na Briana Azzarello, scenarzystę świeżo rozsławionego autorską serią 100 Bullets. Tym samym angielski mag pierwszy raz w historii swojego istnienia doczekał się przygód spod pióra Amerykanina. Co samo w sobie automatycznie nie spodobało się części fanów, bo przecież niemożliwym było, aby jakiś Jankes mógł prawdziwie zgrabnie poruszać się po tej jakże brytyjskiej serii.
Azzarello do sprawy podszedł ostrożnie i odważnie zarazem. Całą akcję swojego niemal 30-zeszytowego runu umiejscowił w USA, zaś jego motywem przewodnim uczynił podróż przez najprzeróżniejsze tegoż kraju zakątki, z których to wiarygodnego portretowania przecież słynie. Licząca 120 stron opowieść Hard Time stanowi dosyć nietypowy początek tego typu wędrówki, gdyż rozgrywa się niemal wyłącznie za penitencjarnymi murami. Powody, dla których Constantine osadzony został w więzieniu o zaostrzonym rygorze nie są czytelnikowi znane. Zresztą scenarzysta przez dłuższy czas historię prowadzi tak, jakby nie było to istotne, rezygnując nawet z jakichkolwiek sugestii. Do pewnego momentu najważniejsza jest bowiem charakterystyka więziennych realiów oraz rozmaite sytuacje wynikające z niedostosowania się bohatera. A to ktoś chce uczynić go swoją dziwką, a to ktoś chce ukarać go za lekceważącą postawę...
Do lektury całego tekstu zapraszam na Kolorowe Zeszyty.
Etykiety:
Brian Azzarello,
Hellblazer,
komiks,
Richard Corben
Subskrybuj:
Posty (Atom)

