sobota, 7 lutego 2015
John Carpenter i muzyka do nieistniejących filmów
Fallen, Mystery, Abyss, Purgatory, Night. Oto przykładowe tytuły utworów, jakie wypełniają "debiutancką" płytę dawnego mistrza horroru i S-F. Tytuły z jednej strony niby konkretne, mówiące wiele o charakterze przynależnych im melodii i dźwięków, z drugiej brzmiące do bólu uniwersalnie, by nie powiedzieć, że pusto. Ale tym sposobem stanowiące wyraźny drogowskaz: oto przed nami studnia, do której wrzucić (i z której wyłowić) można wszystko, co tyko ma cokolwiek wspólnego z grozą. Lost Themes to bowiem jedyny w swoim rodzaju kinofilski prezent, jaki John Carpenter sprawił swoim fanom. "To album dla filmów, które rozgrywają się w Twojej wyobraźni - wyjaśniał autor genialnego The Thing. - Każdy ma jakiś film w swojej głowie. Weź mój album, włącz go, zgaś światło, usiądź, słuchaj i fantazjuj. Zobacz film, który w Tobie tkwi. Mój album to jego ścieżka dźwiękowa".
Etykiety:
John Carpenter
środa, 4 lutego 2015
Quentin Tarantino. Rozmowy
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Axis Mundi.
Od hongkońskiego kina gangsterskiego we Wściekłych psach, po kung-fu, chanbarę i spaghetti western w Kill Bill. Od blaxploitation w Jackie Brown, po slasher, a poniekąd i klasyczne exploitation w Death Proof. "Wszystkie moje filmy to pulp fiction" - mówił Tarantino w połowie lat 90., a powszechnie pogardzane "filmy gorszej kategorii" po raz pierwszy w historii zyskiwały tak utalentowanego i zarazem wyszczekanego rzecznika w świecie amerykańskiego kina. To zaś spowodowało, że fani pulpy zaczęli doszukiwać się wszelakich wpływów "kina śmieciowego" w twórczości tego krzykliwego postmodernisty. Skoro Quentin jest maniakiem spaghetti westernu, to czy kontrowersyjna scena odcinania ucha we Wściekłych psach została zaczerpnięta z Django? Skoro Quentin tak ceni sobie twórczość Mario Bavy, to czy konstrukcja Pulp Fiction nie jest przypadkiem wzorowana na tej z Black Sabbath? Czy postaci Julesa i Vincenta powstały na bazie duetu płatnych zabójców z poliziottesco pt. The Italian Connection? Czy w żyłach tego błyskotliwego cwaniaka zamiast krwi płynie rozpuszczona taśma celuloidowa?
Etykiety:
Quentin Tarantino
czwartek, 22 stycznia 2015
Alleluia. Kino przeklęte
Poniżej tekst autorstwa Grzegorza Fortuny, który, jak szumią wierzby, już zostanie na pokładzie Kinomisji i będzie jej drugim pilotem.
Gdyby chcieć pokusić się o
wyłuskanie jakiejś dominanty tematycznej najważniejszych filmów minionego roku,
byłoby nią prawdopodobnie zwątpienie. Choćby zwątpienie w możliwość
całkowitego pokonania traum z przeszłości (Babadook), poradzenia sobie z
nałogiem (Wróg) lub ukarania zła (Wolny strzelec), ale też,
szerzej, zwątpienie w sens jakichkolwiek ludzkich działań. Zwątpienie w dobro
lub po prostu w człowieka sensu stricto. Trudno się dziwić, że tego typu
wątek pojawił się u braci Coen, którzy w Co jest grane, Davis? zaciskają
wokół szyi bohatera fabularną pętlę, a potem pokazują widzowi, że męcząca
tułaczka była tak naprawdę drogą z miejsca A do miejsca... A. Jednak filmów
przepełnionych niepewnością (lub wręcz niewiarą) było przecież znacznie więcej,
by wymienić tylko Zaginioną dziewczynę, w której David Fincher najpierw
zachęca nas do zaufania narratorowi, a potem otwarcie się z tej naszej
łatwowierności nabija. Moim ulubionym – bo najbardziej niespodziewanym –
przykładem jest jednak Godzilla Garetha Edwardsa. Oto blockbuster dla
nastolatków (przynajmniej w teorii), przedstawiający ludzi jako żałosne
robaczki, które w dodatku bez przerwy potykają się o własne odnóża, blockbuster mający przy
tym więcej wspólnego z twórczością Lovecrafta niż z szeroko pojmowanym kinem
wakacyjnym.
Etykiety:
Fabrice Du Welz
środa, 14 stycznia 2015
2014
![]() |
| Alleluia |
Zeszły rok zaczął się u mnie do bólu zwyczajnie, aby okazać się okresem definiowanym w pewnym sensie zabawnymi "punktami zwrotnymi". W następstwie pierwszego z nich - zepsucia się laptopa przed wyjazdem za granicę - przez cztery długie miesiące prawie nie wiedziałem, co to znaczy obejrzeć sobie film. No i musiałem przestać pisać swoją książkę o spaghetti westernie. A tyle, co zacząłem ją pisać od nowa. W każdym razie, powstałych wówczas zaległości oczywiście nie nadrobiłem, a myślę, że rok 2014 był naprawdę zajebisty w świecie X Muzy. Nie przypominam sobie, abym we wcześniejszych latach miał przyjemność tak często trafiać na co najmniej dobre i z różnych powodów bardzo ciekawe nowe produkcje. Przede wszystkim wreszcie wypłynęło trochę tytułów, na które bardzo czekałem i które stanowią prawie połowę moich największych zeszłorocznych faworytów. Na sto banków byłoby ich jeszcze więcej, ale niestety dokument o wszystko mówiącym tytule Eurocrime! The Italian Cop and Gangster Films That Ruled the '70s Mike'a Malloya póki co dorwać można tylko w USA, bluesowe, poświęcone "problemowi indiańskiemu", Rhymes For Young Ghouls Jeffa Barnaby'ego póki co dorwać można tylko w USA i Kanadzie, inspirowane pulpową włoszczyzną The Duke of Burgundy Petera Stricklanda jeszcze nie doczekało się swojej poza-festiwalowej premiery, a stanowiący komercyjne oblicze mistrza "alternatywnego horroru" Fabrice'a Du Welza Colt 45 ciągle nie wyszedł poza Francję. Rzecz jasna, nie ma tego złego - pierwsi mocni kandydaci na ulubione filmy roku 2015 już są.
niedziela, 21 grudnia 2014
When the Raven Flies. Wikingowie a westerny
Poniżej tekst napisany przez Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego, autora bloga Rękopis znaleziony w Arkham. Namawiam go, żeby już na stałe został na pokładzie Kinomisji (bo Arkham to komiks i muzyka), ale coś się chłopaczyna buntuje.
W oczekiwaniu na następny sezon Wikingów chciałoby się oszukać głód poprzez spożycie jakiegoś surogatu. Próbowałem tego już po zakończeniu pierwszej serii tego serialu i przekonałem się wówczas, że filmów o wikingach jest bardzo mało, a tych udanych zaledwie kilka. Nie trzeba chyba dodawać, że piszę to z tej części piekła, w której trzymają popaprańców jarających się ultra-pulpowym kinem, więc wielkich wymagań nie mam. When the Raven Flies (Hrafninn Flygur, 1984), który otwiera "trylogię wikińską" Hrafna Gunnlaugssona, jest zdecydowanie jednym z najlepszych.
czwartek, 11 grudnia 2014
Fatale: Śmierć podąża za mną (lub: Ed Brubaker i Sean Phillips wreszcie otrzymują szansę na podbój Polski)
Jeśli miał(a)byś w tym roku wydać pieniądze na jeden tyko wydany w Polsce komiks, to radziłbym, aby był to pierwszy tom Fatale. Zaraz, nie czytasz komiksów od czasów dzieciństwa, bo potem przyszła pora dorosnąć? Fatale to doskonały tytuł, aby uwierzyć tym wszystkim nerdom i innym geekom, że pod kątem różnorodności grup docelowych nie ma żadnej różnicy między komiksem a kinem, literaturą czy muzyką. A dla kogo dokładnie jest Fatale? Dla fanów noir i horroru. Dla fanów Harry'ego Angela, True Detective i całej spuścizny H. P. Lovecrafta. Dla fanów autorskiego reinterpretowania klasycznych wzorców. Dla Ciebie, skoro ciągle czytasz ten tekst. Tylko ostrzegam, w tym kolejnym już majstersztyku napisanym przez Eda Brubakera, a narysowanym przez Seana Phillipsa, atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Noir jawi się tutaj jako tajemniczy jegomość, który błądzi środkiem nocy po nieznanych sobie klaustrofobicznych uliczkach, natomiast horror jako wyłaniające się nie wiadomo skąd i zaraz oplatające go macki. Jednakowoż - w przeciwieństwie do wspomnianego Harry'ego Angela - horror nie pożera noir, lecz zostaje przezeń zasymilowany. Macki nie uśmiercają jegomościa, a stają się jego własną bronią.
Etykiety:
Ed Brubaker,
Fatale,
komiks,
Sean Phillips
piątek, 23 maja 2014
Quentin Tarantino o włoskim kinie gatunków
Poniżej znakomity wywiad, jakiego w 1992 roku Tarantino udzielił Johnowi Martinowi, redaktorowi naczelnemu angielskiego fanzine'a "Giallo Pages. Exploitation All'Italiana" (wywiad opublikowany na łamach jego drugiego numeru, rocznik 1993). Przy tłumaczeniu tekstu pozwoliłem sobie pominąć przydługi wstęp, ale bez nakreślenia kontekstu obejść się nie może. Otóż Martin natknął się na Tarantino w Nottingham podczas festiwalu kina kryminalnego/sensacyjnego Shots in the Dark, gdzie reżyser promował "Wściekłe psy". Początkowo nie był chętny na udzielenie kolejnego wywiadu, jednak Martin wcisnął mu pierwszy numer swojego fanzine'a oraz numer telefonu. Drugiego dnia Tarantino zadzwonił doń ze słowami, że jego magazyn jest świetny i bardzo chętnie spotka się z nim na rozmowę, o ile tylko nie będzie ona dotyczyć jego debiutanckiego filmu, bo takich rozmów ma już serdecznie dość. Zapewne także dzięki temu wywiad ten nie wygląda jak wywiad, a raczej jak kumpelska pogawędka przy piwie. Enjoy.
![]() |
| Opera |
Grał w Two Evil Eyes i jeszcze jednym włoskim filmie, The Inquiry w reżyserii Damiano Damianiego.
I w Order of Death Roberto Faenzy. To ten z Johnny'm Rottenem.
A tak. Nigdy nie rozmawialiśmy o filmie z Johnny'm Rottenem, ale naprawdę polubił Argento. Mówił, że może zrobią razem jeszcze jeden film, bo Dario mu powiedział "Harvey, nigdy nie nauczyłem się o aktorstwie tak dużo, jak podczas pracy z tobą".
Keitel był tam świetny, jak zwykle, ale ogólnie nowela Argento niezbyt mi się podobała.
Co? To znaczy podobała ci się nowela Romero, ale nie Argento?!
niedziela, 13 kwietnia 2014
Barbara Steele o włoskim horrorze
Poniżej tekst będący wstępem, jaki Barbara Steele napisała do książki "Bizarre Sinema! Horror All'italiana 1957-1979" autorstwa Riccardo Morrocchiego i Stefano Piselliego. Tłumaczenia dokonałem ja, co oznacza, że jest przynajmniej częściowo ciulowe. Swoją drogą pani Barbara słynie z tego, że lubi trochę bajdurzyć, ale nie wydaje mi się to szczególnie istotne. Liczy się opowieść.
![]() |
| Maska szatana (1960): B.S. jako powstała z grobu wiedźma, z dnia na dzień odzyskująca moc oraz kolejne części ciała poprzez odbieranie sił witalnych swojej bliźniaczo podobnej potomkini. |
W latach 60. Włochy były krajem czystej ekstazy... gwałtownym, ostrym, dzikim, przepełnionym pasją i żądzą seksu, napędzanym niekończącą się optymistyczną energią. Rzym jawił się jako antyczna bogini śpiewająca syrenią pieśń. I wszyscy byli w jej władaniu. Nasza ciemna strona wyszła na powierzchnię i nastał najlepszy okres włoskiego horroru, wyrażającego wszystkie z naszych tłumionych pragnień i lęków, od kazirodztwa po nekrofilię; dowodzącego związku seksu ze śmiercią oraz paradoksalności kulturowej postawy wobec kobiecej seksualności - potężnej siły, która w takim samym stopniu wywołuje pożądanie, co strach.
Etykiety:
Antonio Margheriti,
Barbara Steele,
cytat,
Mario Bava,
Riccardo Freda
niedziela, 6 kwietnia 2014
Polish Horror Story
Ostateczny kształt tekstu jest w różnym stopniu winą Marka Sawickiego, Krzysztofa Wojciechowskiego, Grzegorza Fortuny, Piotra Buratyńskiego i Mateusza Marka. Gnoje!
Co kilka lat
wstaje z grobu, by o sobie przypomnieć. Starannie ostrzy kły i pazury, uparcie ćwiczy
przed lustrem groźne miny, a wreszcie rusza zapolować na przypadkowych przechodniów.
Niestety jego ryk ich nie straszy, lecz śmieszy, a jego wygląd sprawia tylko
tyle, że stukają się na jego widok w czoło. Zamiast więc rzucić się im do
gardeł, kuli ogon i czmycha gdzieś za krzaki, by następnie – skradając się na
paluszkach możliwie najciszej – wrócić na cmentarz i schować się w swojej
trumnie. Oto cały on - polski film grozy.
niedziela, 30 marca 2014
Peplum, czyli eklektyzm. Snów o kinie ciąg dalszy
| Maciste in Hell: "starożytny" heros przeniesiony do XVII wieku. |
Etykiety:
Enzo Barboni,
Mario Bava,
peplum,
Riccardo Freda,
Sergio Corbucci,
spaghetti
niedziela, 23 marca 2014
Sny o kinie. Peplum (jako wstęp do spaghetti westernu)
![]() |
| Hercules in the Haunted World: piekło Krainą Czarów. |
Od końca lat 50. do
końca lat 70. włoska kinematografia była prawdopodobnie najprężniej rozwijającą się
na świecie. Z jednej strony oferowała dokonania Antonioniego, Felliniego, Pasoliniego czy
Bertolucciego, z drugiej zaś niezliczone, stale zarabiające na nie,
utwory komercyjne. Ogromna większość tych drugich garściami czerpała z zagranicznego, głównie amerykańskiego, filmu gatunku, w związku z czym zwykło się je nazywać
tylko jego imitacjami. Nie, żeby nie zdarzały się tytuły, które ciężko
nazwać czymś innym, tyle że to nie one definiują makaroniarskie kino pop. Makaroniarskie kino pop to bowiem, ogólnie i umownie rzecz biorąc,
kino surrealistyczne. Zbiór snów deformujących i przetwarzających swoje wzorce; kradnących je, aby zaraz nadać im nowe kształty. Włosi dowiedli elastyczności gatunku, o jakiej jego ojcom nigdy
się nawet - nomen omen - nie śniło. W tym kontekście nie pozostaje nic
innego, jak spersonifikować film gatunku do postaci Alicji z noweli
Lewisa Carrolla, która wpada do Króliczej Nory nie w pobliżu swojego
domostwa, a właśnie we Włoszech.
Etykiety:
Duccio Tessari,
Enzo Barboni,
Mario Bava,
peplum,
Sergio Corbucci,
Sergio Leone,
spaghetti
poniedziałek, 17 marca 2014
Co jest grane, Davis? - Odyseja artysty
Tekst opublikowany również na łamach nowego "artPapieru", w odrobinę innej wersji.
Jak twierdzi wielu teoretyków kina, gatunki filmowe to współczesne odpowiedniki mitów. Pomijając pobudki komercyjne, które często stoją za powstaniem kolejnych tytułów eksploatujących popularne szablony, rola mitów i kina gatunków jest taka sama: wyrażenie i utrwalenie pewnych wierzeń i wartości, popularyzacja zasad mających regulować życie człowieka w obrębie danego społeczeństwa. A przynajmniej tak przez dłuższy czas było, gdyż gatunki od dawna już ulegają przeróżnym transformacjom, co czasem owocuje tytułami nie mającymi wiele wspólnego z pierwotnymi założeniami reprezentowanego przezeń rodzaju X Muzy. W ten sposób funkcjonuje też postmodernizm, którego jednymi z nielicznych wybitnych przedstawicieli pozostają bracia Coen. W swoim najnowszym dziele w iście diabelsko przewrotny sposób uwypuklili oni powiązania kina i mitologii. Zespolili ze sobą film biograficzny i słynną Odyseję, to pierwsze przefiltrowując przez własną wyobraźnię, a to drugie przez najzwyklejszą rzeczywistość. Z jednej strony wywrócili je więc do góry nogami, z drugiej jednak uczynili bardziej uniwersalnymi i może nawet prawdziwszymi niż kiedykolwiek wcześniej. Innymi słowy: owszem, wyrwali drzewo z korzeniami, ale po to, aby zaraz posadzić je w żyźniejszej glebie.
Etykiety:
Joel i Ethan Coen
środa, 12 marca 2014
Na własny koszt. Komiksowy pamiętnik bywalca burdeli (Chester Brown, 2013)
Tekst gdzieś niedługo pojawi się na łamach "Zeszytów Komiksowych". Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Centrala.
Nie ulega wątpliwości, że "Na własny koszt" to komiks ważny, i to zapewne wszędzie, gdzie doczekał się publikacji. Nieczęsto ma się do czynienia z tytułami tak odważnymi i szczerymi, a przy tym - biorąc pod uwagę ekshibicjonizm autora - zupełnie bezpretensjonalnymi. Cóż, Chesterowi Brownowi towarzyszył podczas pracy nad nim specyficzny cel. Chciał rozpropagować prostytucję. Jego dzieło jest więc w takim samym stopniu "komiksowym pamiętnikiem bywalca burdeli", co utworem publicystycznym. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że już sam jego charakter wielu rodzimym recenzentom wystarczył, ażeby nazwać "Na własny koszt" jednym z najlepszych komiksów roku, podczas gdy jego rzeczywista wartość nie jest aż tak wysoka.
Etykiety:
Chester Brown,
komiks
poniedziałek, 10 marca 2014
Poezja, wódka i robaki - Maczużnik (Michał Rzecznik i Daniel Gutowski, 2013)
Tekst gdzieś w najbliższym czasie pojawi się na łamach "Zeszytów Komiksowych". Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Centrala.
Ach, ta miłość. Dopada człowieka w najmniej spodziewanym momencie i robi zeń niewolnika. W pewnym sensie każe mu się płaszczyć przed drugą osobą, a czasem nawet też poetę udawać. I wydaje się takiej ofierze, że jest szczęśliwa i wszystko dobrze się potoczy. Bo przecież jest kochana i sama też ma kogo kochać, bo życie jest piękne i perspektywy ciekawe się rysują. Ale chemia miłości zwykle w końcu znika i nie wszystkie plany udaje się zrealizować. Człowiek gorzknieje, a rzeczywistość okazać się może ulepioną nie z cukru, lecz z błota. I w końcu przychodzi ten dzień, w którym najchętniej odrąbałoby się swojej drugiej połówce głowę. No dobra, może się trochę rozpędziłem. Ale to nie moja wina. To wszystko przez "Maczużnika".
Etykiety:
Daniel Gutowski,
komiks,
Michał Rzecznik,
Wojciech Smarzowski
poniedziałek, 3 marca 2014
Duże złe wilki (Aharon Keshales i Navot Papushado, 2013)
Tekst opublikowany też na łamach nowego numeru "artPapieru"; tutaj jego pierwotna wersja.
O czym dziś zwykle się już nie pamięta, w wielu z pierwotnych wersji baśni o Czerwonym Kapturku - także w tej pierwszej, która doczekała się druku - nie było żadnego happy endu. Wilk pożerał dziewczynkę i na tym cała opowieść się kończyła. Drugi film w dorobku Keshalesa i Papushado stanowi śmiałe rozwinięcie (czy może swoiste post scriptum) tej tyleż pesymistycznej, co zdrowo moralizatorskiej wersji. Wilków jest u nich więcej, ponieważ zwierzę to stanowi już nie tylko personifikację pedofilii i mordu, ale wszelkiego zła, jakie drzemać może w człowieku.
wtorek, 4 lutego 2014
Ona, czyli erotyk współczesny
ciele. Robi się z niego rzecz zupełnie nowa.
Każdy nerw, każdy mięsień dwoi się i troi.
Lubię twe ciało, lubię to, co robi,
lubię jego sposoby. Lubię pod twą skórą
wyczuć palcami kości i kręgosłup drobny,
i czuć, jak drży ta cała jędrna gładkość, którą
wciąż od nowa całować, całować, całować,
chciałbym; lubię całować twoje to, a też
i tamto, z wolna głaskać elektryczną wełnę
twoich kędziorów, kiedy ciało rozchylone
ulega temu czemuś... I oczy, ogromne
okruszyny miłości; i lubię ten dreszcz
pode mną ciebie tak nowej zupełnie"
e.e. cummings "Lubię swe ciało, kiedy jest przy twoim" (przeł. S. Barańczak), 1925
W komiksie "Pssst!", autorstwa norweskiego artysty podpisującego się pseudonimem Jason, przygnębiony swoją nieustanną samotnością bohater staje na moście nad rzeczką, aby pomyśleć życzenie i wrzucić do niej kamyk. Po chwili odwraca się i okazuje się, że jego życzenie zostało spełnione. Obok niego pojawia się bowiem kobieta, z którą natychmiast łączy go wielkie uczucie. W najnowszym i być może najlepszym obrazie Spike'a Jonze'a punkt wyjścia jest niemal identyczny, choć ze względu na umiejscowienie akcji w bliżej nieokreślonej przyszłości szczegóły są zgoła odmienne. Miejsce rzeki zajmuje cała futurystyczna rzeczywistość, miejsce wyrzuconego kamyka pieniądze, a miejsce wymarzonej kobiety, która życie bohatera uczynić ma szczęśliwym - nowatorski, wybitnie inteligentny system operacyjny.
Etykiety:
Spike Jonze
czwartek, 23 stycznia 2014
Człowiek, który słyszał za dużo - Berberian Sound Studio (Peter Strickland, 2012)
Tekst autorstwa Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego, pierwotnie opublikowany na łamach założonego i prowadzonego przezeń Rękopisu znalezionego w Arkham.
Barbara Steele, jedna z pierwszych scream
queen w historii kina, zapytana o kulisy realizacji włoskiego filmu
grozy "Maska Szatana" wyznała dziennikarzom, że reżyser Mario Bava
wymusił na niej nauczenie się kilkunastu rodzajów krzyku. Pani Basia
najzwyczajniej w świecie fantazjowała, bo faktem jest, że jej wrzaski wcale go
nie interesowały. Zarówno w wersji anglojęzycznej, jak i włoskiej film był w
całości udźwiękawiany w studiu, a głos do jej roli podkładały inne aktorki. Mario
Bava - tak jak wielu innych twórców kina rodem z Italii - programowo rezygnował
z nagrywania dźwięku na planie. Ograniczało to wiele zmartwień, a do tego
pozwalało reżyserom w pełni skupić się na warstwie wizualnej filmu i nie
przejmować się plątaniną kabli czy wchodzącymi w kadr "szczurami na
tyczkach". To interesujące zjawisko miało też wpływ na ostateczny odbiór,
bo w konsekwencji wtórne podkładanie dialogów i efektów dźwiękowych jeszcze
bardziej potęgowało oniryzm charakterystyczny dla włoskiego kina gatunku. Motyw
ten w swoim drugim filmie wykorzystał nieznany jeszcze szerszej publiczności,
ale znakomicie rokujący angielski reżyser Peter Strickland.
Etykiety:
Krzysztof Ryszard Wojciechowski,
Peter Strickland
niedziela, 19 stycznia 2014
Pod Mocnym Aniołem (Wojciech Smarzowski, 2014)
Tekst opublikowany też na łamach portalu E-Splot.
Smarzowski od samego początku swojej kinowej kariery spotykał się z zarzutami o zbytnią groteskowość i/lub drastyczność swoich obrazów. Zarzutami zwykle nieuzasadnionymi. W zeszłorocznej "Drogówce" pojawiły się już niestety objawy pewnego zmęczenia reżysera, wynikłe, jak mniemam, z jego pracoholizmu. Filmem tym, choć w gruncie rzeczy znakomitym, autor w kilku miejscach popadał bowiem w manieryzm. Nędza i brud zdarzały się nawet tam, gdzie zdarzyć się wcale nie musiały (a raczej nie powinny). Ostatecznie można to jednak było usprawiedliwić tym, że u swoich podstaw film miał przecież satyryczne przejaskrawienie rzeczywistości. Szkoda, że bronić "Pod Mocnym Aniołem" nie jest już tak łatwo.
Etykiety:
Wojciech Smarzowski
czwartek, 16 stycznia 2014
Lekcja zła / Aku no Kyoten (Takashi Miike, 2012)
Etykiety:
Takashi Miike
niedziela, 12 stycznia 2014
2014 - potencjalne ulubione
"Wilka z Wall Street" zabrakło oczywiście tylko dlatego, że jego premiera już była. Filmu jeszcze nie widziałem, ale strzelam w ciemno, że będzie to jeden z moich faworytów. Przejdźmy więc do reszty (kolejność trochę taka byle jaka):
"Rhymes For Young Ghouls" Jeff Barnaby
Kinowy debiut Kanadyjczyka, którego krótkimi metrażami zachwycała się redakcja portalu Twitch (zacne miejsce, polecam). Ja ich nie widziałem, bo i nie mam jak dorwać, jednak sam trailer tegoż debiutu robi spore wrażenie. Poster też niczego sobie. No i temat - "uczłowieczanie" Indian w Kanadzie lat 70. - mocny, ważny, dla mnie bardzo interesujący. Tutaj wspomniany trailer oraz trochę informacji, a tutaj scena z filmu.
Etykiety:
ranking
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















