poniedziałek, 17 września 2012

Kronika


Pełnometrażowy debiut Josha Tranka wpisuje się w całkiem modną ostatnimi czasy w kinie konwencję superhero, przy jednoczesnym odcięciu się od jej komiksowych korzeni. Od jakiegoś czasu czynienie superbohaterów postaciami niezależnymi od historii obrazkowych jest rozwiązaniem coraz częściej spotykanym, nikt jednak do tej pory nie zrobił tego tak radykalnie jak Trank. I nie zdziwiłbym się, jeśli tym tropem podążyłoby wielu kolejnych twórców. 

Do lektury całego tekstu zapraszam na łamy Stopklatki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się