Z archiwum nieistniejącego już portalu Edycja Limitowana.
Nie
mam wątpliwości, że byłoby inaczej, gdyby tylko nie zakończyła się współpraca
Ferrary z Nicholasem St. Johnem. Wszak tenże scenarzysta napisał ogromną
większość jego najlepszych obrazów, od "Kalibru 45" przez "Króla
Nowego Jorku" po "Pogrzeb". Zresztą stwierdzenie "ogromna
większość" śmiało zamienić można by na "wszystkie (sic!)", skoro
w wyliczance znakomitych utworów nowojorskiego reżysera tylko z kontrowersyjnym
"Złym porucznikiem" St. John nie miał nic wspólnego. Inna sprawa, że
to od napisanego przez niego "Uzależnienia", dramatu wampirycznego,
który jest tyleż inteligentny i nieszablonowy, co pretensjonalny, Ferrara z
artysty w pełni dojrzałego przeobrażać się zaczął w twórcę nierzadko
pozbawionego odpowiedniego wyczucia. Jakby za bardzo zainteresowanego samym
sobą, a za mało swoimi odbiorcami.

