"Nameless Gangster" Jong-bin Yun, 2012
Recenzent magazynu "TIME" napisał, że to
film, z którego dumny byłby Martin Scorsese i ciężko się z nim nie zgodzić. Tak jak w "Chłopcach z ferajny", tak i
tutaj otrzymujemy fascynującą mieszankę elegancji i przemocy, sentymentalizmu
i goryczy, humoru i tragedii. Obraz brutalny, ale jednocześnie
przepięknie nakręcony. Pojawia się też parafraza słynnej lustrzanej
sceny z "Taksówkarza", o charakterze zgoła odmiennym od oryginału, lecz
bynajmniej nie parodystycznym. Południowo-koreański reżyser garściami
czerpie z klasyki kina gangsterskiego, zużyte szablony przefiltrowując
jednak przez tradycje swojego kraju i krytykę panującego w nim systemu.
Tym samym tworzy rzez prawdziwie orzeźwiającą, będącą jedną wielką
alegorią polityczną. Największym plusem jest główny bohater. Brawurowo
zagrany przez Min-sik Choia, gwiazdę "Oldboya" i "Ujrzałem diabła", jest
postacią spokrewnioną z Nikodemem Dyzmą (!). To człowiek
nieprzewidywalny, w jednej chwili jawiący się jako żałosny idiota, w
drugiej jako swoisty "geniusz zła". Najwięcej o nim mówi jednak prezent, który
otrzymuje od członka yakuzy - gustowny rewolwer, którego komora jest
całkiem pusta. Najlepszy film gangsterski od czasu "Graveyard of Honor" Takashiego Miike, acz może przegapiłem jakieś cudo. Nie pogniewam się za rekomendacje ("The New World" Hoon-jeonga Parka poznam gdzieś na dniach).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostatnio obejrzane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostatnio obejrzane. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 grudnia 2013
poniedziałek, 18 listopada 2013
Ostatnio obejrzane vol. 2
"Miasto żywej śmierci" Lucio Fulci, 1980Pierwsza część trylogii nazywanej przez niektórych piekielną rozgrywa się głównie w wymyślonym przez H.P. Lovecrafta miasteczku Dunwich, gdzie rozpocząć się ma najprawdziwsza apokalipsa. U Fulciego (i scenarzysty Dardano Sacchettiego, z którym reżyser pracował regularnie od czasu ciągle nieznanych mi "Siedmiu czarnych nut") nie ma wprawdzie mitologii Cthulhu, ale jest za to ksiądz, który popełniając na cmentarzu samobójstwo otwiera bramy piekieł. W efekcie trupy wracają do życia, aby wyrywać ludziom mózgi. Bynajmniej nie są to jedyne atrakcje - dostajemy też np. deszcz robaków oraz biedaków płaczących krwią czy wymiotujących własnymi wnętrznościami. Do wyboru, do koloru. Jednakże scen gore (i akcji w ogóle) nie ma tak naprawdę zbyt wiele, a czasem włoski mistrz makabry rezygnuje z ukazania aktów przemocy, po wyraźnym ich zasugerowaniu ucinając potencjalnie brutalną scenę i przenosząc akcję w miejsce spokojniejsze. Tak jak to było już w "Zombie pożeraczach mięsa", fabuła opiera się na konstrukcji rodem z giallo (acz i pod tym względem kłania się lovecraftowska "Zgroza w Dunwich"), tyle że kontrowersyjny autor rezygnuje z ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie interesuje go logika i odpowiadanie na kolejne rodzące się w trakcie seansu pytania (od powodów samobójstwa księdza poczynając), a i nie przestrzega też reguł gatunku (nieumarli to tutaj coś między zombiakami a duchami, jest też ich zaskakująco mało). Liczy się tylko poczucie wyobcowania i strachu. Niezłe ścierwo. Nie tak drapieżne jak "Hotel siedmiu bram" i nie tak urocze jak "Dom przy cmentarzu", ale będące ich odpowiednio cuchnącą zapowiedzią.
Etykiety:
Bob Balaban,
Johnnie To,
Lucio Fulci,
ostatnio obejrzane
wtorek, 29 października 2013
Ostatnio obejrzane vol.1
"Człowiek ze stali" Zack Snyder, 2013
Pamiętam, że kiedy zobaczyłem pierwszy teaser tego filmu, pomyślałem, że może wreszcie doczekamy się porządnej adaptacji przygód Supermana. Nie, żeby teaser zrobił na mnie tak duże wrażenie, ale zapowiadał rzecz garściami czerpiącą z mistrzowskiego komiksu "Na wszystkie pory roku" Jepha Loeba i Tima Sale'a. Na chwilę zapomniałem wtedy, że to, co sprawdza się w opowieściach obrazkowych, niekoniecznie sprawdza się na dużym ekranie, jak również, że reżyserem tego filmu jest przecież Snyder. A jak to na niego przystało, film jest przede wszystkim efekciarską rozpierduchą (wspomniany komiks to utwór bardzo liryczny). Fajnie, że w paru miejscach rzecz całkiem ciekawie odchodzi od kanonu historii o Wielkim S, fajnie też, że do tematu autorzy podeszli jak najbardziej poważnie (dziwią mnie zarzuty o patos, to prawie tak, jakby czepiać się "Aliena", że rozgrywa się w kosmosie). Niefajnie, że od początku projekcji towarzyszą nam dziury scenariuszowe i rozwiązania dziecinnie naiwne. Wcale nie byłoby jednak źle, gdyby nie to, że druga połowa filmu to jeden wielki rozpierdol. Czuć potęgę Supermana i jego przeciwników, ale z każdym kolejnym wybuchem bohaterowie - w pierwszej połowie ledwie naszkicowani, jednak w miarę wyraźni - są coraz dalej za formą. Aż w końcu nie zostaje z nich nic.
Pamiętam, że kiedy zobaczyłem pierwszy teaser tego filmu, pomyślałem, że może wreszcie doczekamy się porządnej adaptacji przygód Supermana. Nie, żeby teaser zrobił na mnie tak duże wrażenie, ale zapowiadał rzecz garściami czerpiącą z mistrzowskiego komiksu "Na wszystkie pory roku" Jepha Loeba i Tima Sale'a. Na chwilę zapomniałem wtedy, że to, co sprawdza się w opowieściach obrazkowych, niekoniecznie sprawdza się na dużym ekranie, jak również, że reżyserem tego filmu jest przecież Snyder. A jak to na niego przystało, film jest przede wszystkim efekciarską rozpierduchą (wspomniany komiks to utwór bardzo liryczny). Fajnie, że w paru miejscach rzecz całkiem ciekawie odchodzi od kanonu historii o Wielkim S, fajnie też, że do tematu autorzy podeszli jak najbardziej poważnie (dziwią mnie zarzuty o patos, to prawie tak, jakby czepiać się "Aliena", że rozgrywa się w kosmosie). Niefajnie, że od początku projekcji towarzyszą nam dziury scenariuszowe i rozwiązania dziecinnie naiwne. Wcale nie byłoby jednak źle, gdyby nie to, że druga połowa filmu to jeden wielki rozpierdol. Czuć potęgę Supermana i jego przeciwników, ale z każdym kolejnym wybuchem bohaterowie - w pierwszej połowie ledwie naszkicowani, jednak w miarę wyraźni - są coraz dalej za formą. Aż w końcu nie zostaje z nich nic.
Etykiety:
Lucio Fulci,
Neill Blomkamp,
ostatnio obejrzane,
Ti West,
Władysław Ślesicki,
Zack Snyder
Subskrybuj:
Posty (Atom)

