Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julian Józef Antonisz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julian Józef Antonisz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2013

Opowieści graficzne (Julian Antonisz, 2013)

Na dniach tekst pojawi się też na łamach Kolorowych Zeszytów. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Korporacji Ha!art.


Julian Antonisz to niewątpliwie jeden z najciekawszych artystów epoki PRL-u. Ten rozkochany w absurdzie, surrealizmie i grotesce satyryk, przez Jana Strękowskiego trafnie nazwany Stanisławem Bareją filmu animowanego, sztuce poświęcał się bez reszty. Dzięki świeżo wydanym "Opowieściom graficznym" okazuje się, że był nie tylko reżyserem, scenarzystą, plastykiem, kompozytorem i wynalazcą. Był (a przynajmniej zdarzyło mu się bywać) również komiksiarzem.

Pierwsze lata twórczości upłynęły mu głównie pod znakiem realizacji prześmiewczych filmów oświatowych. Wtedy też stworzył swój najlepszy, po dziś dzień popularny obraz "Jak działa jamniczek" (1971). Następnie, jak mówił, eksperymentował poszukując formy doskonałej, by wreszcie poświęcić się animacjom non camera, tworzonym poprzez rysowanie (i nie tylko) bezpośrednio na taśmie projekcyjnej. Choć nierzadko tworzył filmy, gdzie pogodność spotykała się z gorzką ironią - a i kilka razy sięgnął po tematykę wcale pesymistyczną - w jego twórczości dominowała tonacja lekka jak piórko. "Był bardzo poważnym człowiekiem ze wspaniałym poczuciem humoru" - wspominała po latach jego córka, Malwina Antoniszczak.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Małe kino #5: W szponach sexu (reż. Julian Józef Antonisz, 1969)



O czym się już dziś chyba za bardzo nie pamięta, przez wiele lat drugiej połowy XX wieku Polska była ceniona w Europie jako kraj, z którego pochodziło wielu uzdolnionych twórców filmu animowanego, szczególnie jego awangardowej odmiany. Jednym z czołowych przedstawicieli tzw. Polskiej Szkoły Animacji był właśnie Antonisz (a tak naprawdę Antoniszczak). Wprawdzie nigdy nie odniósł takiego międzynarodowego sukcesu jak Walerian Borowczyk czy Zbigniew Rybczyński, ale po dziś dzień pozostaje jednym z najciekawszych rodzimych artystów w tej dziedzinie kina. A tak osobiście, to mój absolutny numer 1*.

Zasłynął przede wszystkim jako twórca filmów non-camera, czyli obrazów tworzonych bezpośrednio na taśmie filmowej, bez użycia kamery. Ale zanim do tego doszło, miał już na koncie trochę udanych rzeczy (dziś najbardziej kojarzony jest ze wspaniałym Jak działa jamniczek). I właśnie z tego pierwszego okresu twórczości pochodzi satyryczna komedia W szponach sexu, będąca dziwaczną mieszanką filmu aktorskiego i animacji. Urocza, zabawna, szalona, przede wszystkim jednak całkowicie "życiowa". Prędzej czy później na pewno jeszcze jakieś jego dzieło się tutaj pojawi. A póki co: smacznego.

* Nie żebym znał wszystkich.