Tekst jednocześnie opublikowany został na łamach Zeszytów Komiksowych.
Postmodernizm rzadko kiedy bywa prawdziwie interesujący, ponieważ przeważająca większość utworów go reprezentujących nie ma do zaoferowania niczego ponad żonglerkę rozmaitych stylistyk i parafraz. Żonglerkę, dodajmy, z reguły jałową, będącą nie środkiem, lecz celem samym w sobie. Na tym wysypisku śmieci, jak zwykło się postmodernę określać, czasem rosną jednak kwiaty. Jednym z nich jest australijski "Przybysz".
Jego autor, Shaun Tan, filtruje przez swoją bajkopisarską wyobraźnię zlepek zasłyszanych i przeczytanych wspomnień o emigracji, głównie tej z pierwszej połowy XX wieku. Prostą, zakotwiczoną w neorealizmie opowieść o poszukiwaniu zarobku zderza z surrealizmem, okazjonalnie sięgając po inne poetyki. Kolejne ukazywane nam miejsca są więc fantasmagoryczne, co służy nie tyle uatrakcyjnianiu losów bezimiennego bohatera i napotkanych przez niego postaci, co metaforyzowaniu rzeczywistości. Metafory mają charakter informacyjny. Unoszący się nad rodzinnym miastem tytułowego bohatera gigantyczny potwór nie jest dosłownym zagrożeniem dla mieszkańców, a jego macki ich nie atakują. Kreatura stanowi raczej symbol zbiorowego przygnębienia, jakie odczuwać muszą ludzie mieszkający w miejscu opustoszałym, nijakim i do bólu szarym, gdzie na horyzoncie nie widać żadnych perspektyw.
