środa, 20 czerwca 2012

Usagi Yojimbo: Ronin


Niewiele jest serii komiksowych, które doczekały się w Polsce swojej reedycji i niezmiernie cieszy fakt, że „Usagi Yojimbo” znalazła się wśród nich. Zwłaszcza że z opowieściami o króliczym ochroniarzu zapoznawać się można w różnej kolejności i nawet część jego wiernych entuzjastów – z niżej podpisanym na czele – nigdy wcześniej „Ronina” w rękach nie miała. A to przecież zbiór jego pierwszych przygód.

Młody jeszcze Stan Sakai chciał zaprezentować odbiorcom możliwie najszerszy wachlarz swoich możliwości, jednocześnie kładąc podwaliny pod przyszłe scenariusze. Większość historii jest ze sobą bardzo luźno powiązana, a część z nich uderza w cokolwiek odmienne tonacje, za sprawą okazjonalnego sięgania przez autora po elementy charakterystyczne dla różnych gatunków. Niezależnie jednak, czy będzie to akurat horror, komedia omyłek czy (subtelny) melodramat, w komiksie dominuje akcja, nierzadko z wyraźnie zarysowanym tłem historycznym. Albowiem „Usagi Yojimbo” to przede wszystkim bardzo tradycyjna chanbara, garściami czerpiąca z klasyki gatunku, czego autor nie tylko nie ukrywa, ale czym podpiera się tak otwarcie, jak to tylko możliwe. Wszak już sam tytuł to ukłon w stronę głośnego filmu Akiry Kurosawy „Straż przyboczna”, zaś niektóre z przewijających się przez komiks postaci bazują na bohaterach klasycznych seriali samurajskich – „Zatoichi” oraz „Samotny Wilk i Szczenię”. 

Do lektury całego tekstu zapraszam na łamy Magazynu Miłośników Komiksu KZet.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się