środa, 4 września 2013

Chwila jak płomień (Roman Lipczyński, Paweł Garwol)

Tekst jednocześnie opublikowany na łamach Magazynu Miłośników Komiksu KZ.


W obrazkowym świecie Garwola i Lipczyńskiego zdarzyć się może wszystko. Psu urosnąć mogą skrzydła, człowiek może stać się niewolnikiem pająka, a ślimacze muszle okazać się mogą biblioteczką arcydzieł z innego wymiaru. Nasza rzeczywistość, niezależnie od tego, jak szara się wydaje, to nieustanne źródło inspiracji – zdają się przemawiać twórcy.

Nie wiem, jak wyglądało to w ich debiucie „Bez końca”, ale tutaj sposób, w jaki podkolorowują najbardziej prozaiczne czynności, jak choćby oglądanie telewizji, przypomina stan, w jakim człowiek znajduje się tuż przed snem. Wtedy, kiedy jego coraz bardziej chaotyczne myśli podporządkowane są jedynie ciągowi luźno powiązanych ze sobą obrazów, które w przysypiającym umyśle mnożą się w tempie geometrycznym. Jedna myśl przeobraża się w kilka innych, z jednej strony deformujących swój pierwowzór, a z drugiej – konsekwentnie się od niego oddalających. Cała „Chwila jak płomień” to właśnie zbiór tak połączonych ze sobą opowieści. Wprawdzie, jeśli nie liczyć obecności stale tego samego bohatera, kolejne historie nie stanowią transformacji poprzednich, ale całość u swoich podstaw zdaje się mieć zapowiadający śnienie proces. Inna sprawa, że można odnieść wrażenie, że i większość osobnych opowieści stanowi część tego prawie-śnienia. Czy w innym razie byłoby możliwe, aby człowiek nagle znalazł się we wnętrzu worka z odkurzacza? By w ciągu ledwie jednego ruchu skurczył się do rozmiaru owada, dzięki czemu jego historia nagle przestała dotyczyć sprzątania mieszkania i umiejscowiona została w zupełnie nowej rzeczywistości?

Potwierdzeniem niniejszej tezy wydaje mi się być (a raczej bywać) sama narracja, niekiedy pozbawiona kadrów upłynniających ruch postaci, a tym samym cechująca się pewnymi przeskokami czasowymi, jak gdyby zapożyczonymi wprost z onirycznych pornokomiksów Guido Crepaxa. Może jednak bardziej przekonującym przykładem będzie jedna konkretna opowieść – „Okno na świat”, gdzie bohater zatraca się w świecie telewizji. Niewyraźnie narysowana pierwsza strona historii sugeruje, że mężczyzna przysypia. Kolejne kadry pozbawione są już tego efektu i właśnie w nich materializuje się film oglądany przez naszego everymana. W jego ręce trafia niespodziewanie pistolet i bohater staje się uczestnikiem oglądanych wcześniej krwawych wydarzeń. Szkoda tylko, że do niczego innego to nie prowadzi, że twórcy lubują się w nagłym zawieszaniu wydarzeń w czasie, zadowalając się puentami niekoniecznie godnymi uwagi (moment, w którym świat mężczyzny staje się światem kina, jest zakończeniem historii).

Otwierający zbiór „Futerał na ciało” (zapewne nie bez powodu w ostatnim kadrze ukazujący leżącego bohatera podczas lektury jakiejś bliżej nieokreślonej książki) zapowiada rzecz co najmniej interesującą, ale – jeśli nie liczyć rewelacyjnego „Master and Servant” – każdy rozdział komiksu był dla mnie rozczarowaniem. W trakcie czytania przypomniałem sobie wydanego rok temu przez Centralę „Wiktora i Wisznu” Jeroena Funke. Na pierwszy rzut oka „Chwilę…” i „Wiktora…” różni wszystko. Jedno jest gatunkowo niejednolite, drugie to czystej wody komedia, jedno charakteryzuje się kreską drobiazgową i realistyczną, drugie oszczędną i cartoonową. Rzecz w tym, że i polscy artyści, i wspomniany Holender, celowali w absurd. O ile jednak Funke całkowicie podporządkował swoje prace rozszalałej wyobraźni, o tyle Garwol i Lipczyński sprawiają wrażenie niezdecydowanych. Jakby z jednej strony chcieli całkiem odlecieć, ale zarazem owego odlotu się bali, więc na wszelki wypadek swoje nogi przywiązali do sznura oplatającego wbity w ziemię pal.

Tym samym „Chwila…” w niewielkim stopniu wykorzystuje kryjący się w niej potencjał. W komiksie nie brakuje ciekawych pomysłów, lecz ledwie ich realizacja jest rozpoczęta, panowie już czym prędzej je porzucają, aby przenieść się do następnej historii. Owszem, szara rzeczywistość zostaje podkolorowana, lecz po chwili zostaje wyprana z większości barw. Nie wraca wprawdzie do swojego pierwotnego kształtu, ale i wcale nie musi, aby stracić całą atrakcyjność.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się