poniedziałek, 25 lipca 2011

Galeryja #7: Spaghetti westerny


Kiedyś napisałem tzw. którą historię spaghetti westernu i od dawna planuję tekst ten rozbudować i tu wrzucić. Ale ciągle jakoś mi to nie wychodzi. Trochę jako zapowiedź, a trochę jako auto-motywację, wrzucam galerię posterów reklamujących makaroniarskie westerny. Część pozycji nieznanych, a część sztandarowych (ale pominąłem najbardziej znane obrazki - Dobry, zły i brzydki, Pewnego razu na Dzikim Zachodzie). Kliknij na dany plakat, by zobaczyć go w większym rozmiarze.

obok filmów Sergio Leone to właśnie Django był najgłośniejszym spaghetti westernem; do czasu Dzikiej bandy był to najbrutalniejszy western w historii. czyli krótko. ale jednak.

o ile Django był 99% badass motherfucker, to Sartana był już 250% badass motherfucker. kolejna ikona nurtu.


film, który miał uczynić gwiazdę z Burta Reynoldsa, ale coś nie wyszło. mocarne nuty Morricone.

Death Riders a Horse, złowieszcza sztampa. jeszcze mocarniejsze nuty Morricone.

bo spaghetti westerny to także humor.
dwie z największych gwiazd włoskiego westernu w filmie, którego nikt nie pamięta.
jeden z najlepszych westernów w historii kina, nie tylko włoskiego. Morricone w wersji sentymentalno-depresyjnej.


tak zwany ostatni wielki western makaroniarski.

18 komentarzy:

  1. Zdecydowanie brakuje czegoś z Sergio Sollimy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy okazji dokument wart polecenia:
    http://www.myspace.com/video/sergio-leone/spaghetti-west-1/1258407

    Krótka historia spaghetti westernu z podziałem na nurt polityczny, surrealistyczny, komediowy, itd. Może koneserzy nie wyniosą wiele nowego, ale obejrzeć warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiepskie plakaty miał, co poradzę! Dokument niezły. Fajne ciekawostki o Corbuccim tam są.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że "Il grande silenzio" to jeden z najlepszych westernów w historii kina. Ale "Django" też mi się podobał. Z powyższego wpisu wynika, że największą gwiazdą spaghetti westernów był Ennio Morricone :) Jest to oczywiście prawda, ale warto też zwrócić uwagę na muzykę z "Django" (kompozytor: Luis Enriquez Bacalov), interesująca jest także twórczość Bruno Nicolai'a, odpowiedzialnego za muzykę do filmów: "Centomila dollari per Ringo", "Un uomo chiamato Apocalisse Joe", "Arizona si scatenò... e li fece fuori tutti", "Buon funerale, amigos!... paga Sartana", "Una nuvola di polvere... un grido di morte... arriva Sartana" oraz "Gli fumavano le Colt... lo chiamavano Camposanto". Nie wszystkie te filmy są godne uwagi, ale muzyka we wszystkich jest genialna i klimatyczna. Tak więc Morricone miał poważną konkurencję, ale miał szczęście, gdyż trafiał na dobrych reżyserów. Zaś Nicolai miał pecha, gdyż trafił na Jesusa Franco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uwielbiam "Django", choć z zupełnie innych powodów niż "il Grande Silenzio";)
    Z konkurentów Morricone najbardziej podoba mi się Luis Bacalov w "Grand Duel".
    Chyba żaden inny nurt nie ma takiej ilości świetnych soundtracków.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie włoska klasa B pozostawiła masę świetnych soundtracków. Ilustracje do gialli lub poliziotteschi nie ustępowały westernowym (choć oczywiście miały inny charakter).

    http://www.youtube.com/watch?v=3MsYOl5t4MQ

    http://www.youtube.com/watch?v=BFp6ko-Bfk0

    http://www.youtube.com/watch?v=fPhKdr1S7LA

    http://www.youtube.com/watch?v=Mr9KApGH4UU

    OdpowiedzUsuń
  7. Nurt policyjny znam ciągle tylko ze słyszenia. Od dawna planuję przede wszystkim seans "City of Violence" (w końcu to Sollima). Tylko coś nie wychodzi.
    Fajne kawałki. Ale nie ma to jak Dziki Zachód.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sollima nakręcił jeszcze niezły "Revolver" o politycznym zabarwieniu. Polecam obadać "włoskiego Melville'a" - Fernando Di Leo, zwłaszcza jego Milieu Trilogy. Tarantino go uwielbia. Ewentualnie lepsze rzeczy Umberto Lenziego np. Almost Human. I zgadzam się, że nie ma to jak Dziki Zachód (zwłaszcza, gdy imituje go Alemria)!

    OdpowiedzUsuń
  9. A propos soundtracków do spaghetti to podobają mi się również kompozycje: Angelo Francesco Lavagnino (Oggi a me... domani a te! i Uno straniero a Paso Bravo), Armando Trovajoli (I lunghi giorni della vendetta), Franco Micalizzi (Lo chiamavano Trinità), Riz Ortolani (I giorni dell'ira), Daniele Patucchi (Los Amigos). A wspomniany wcześniej przeze mnie Bruno Nicolai oprócz westernów zaznaczył swoją obecność w filmach giallo (świetne kompozycje do La dama rossa uccide sette volte i Perché quelle strane gocce di sangue sul corpo di Jennifer? - co za długie tytuły).

    Świetnym włoskim kompozytorem jest Carlo Rustichelli, ale akurat westerny nie są jego mocną stroną.

    Nurt policyjny we włoskim kinie także znam tylko ze słyszenia, za to bardzo lubię filmy giallo. Wprawdzie nie znam twórczości Mario Bavy, ale za to Dario Argento i Lucio Fulci należą do moich ulubionych twórców włoskiego kina. "Sette note in nero" Fulciego to jeden z najlepszych, moim zdaniem, filmów giallo, na co wpływ ma nie tylko mistrzowska reżyseria i ciekawa intryga, ale także genialna muzyka (Bixio & Frizzi & Tempera).

    Chociaż Morricone nie jest, moim zdaniem, specjalistą od mrocznych klimatów (kiepska muzyka do "The Thing" Carpentera) to jednak ma na koncie ciekawą muzykę do filmu giallo (Cosa avete fatto a Solange?).

    OdpowiedzUsuń
  10. Bruno Nicolai zrobił też obłędną muzykę do "All the Colors of the Dark" Sergio Martino.

    Włoskie kino policyjne faktycznie nie ma tylu fanów co giallo czy spaghetti westerny (w Polsce pozostaje praktycznie nieznane) i chyba wciąż czeka na (ponowne) odkrycie i docenienie. Ale pojawiają się pierwsze jaskółki:

    http://www.nytimes.com/2011/03/13/movies/homevideo/fernando-di-leo-the-italian-crime-collection-on-dvd.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawidłowy link:
    http://www.nytimes.com/2011/03/13/movies/homevideo/fernando-di-leo-the-italian-crime-collection-on-dvd.html?_r=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za polecanki. "Revolver" i "City of Violence" czekają już na seanse, chętnie sprawdzę też filmy Di Leo.
    Fulciego więcej też chcę poznać. Chociaż trochę się boję nadmiaru turpizmu;)

    Jedyny soundtrack Morricone, który mi się nie podobał, to ze "Zwiąż mnie" Almodovara. Aczkolwiek tam miał być "zły". To, co było w "Cosiu", to raczej zasługa/wina samego Carpentera. Ale mi się też podobało. A za najlepszy dowód na to, że i w mrocznych klimatach Morricone się sprawdzał uważam "Ptaka o kryształowym upierzeniu". Słucham też od wczoraj OST do "City of Violence". Rewelacja, ale przede wszystkim w wielu miejscach brzmi jak z horroru.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oglądałem film dokumentalny o Morricone i tam była mowa o tym, że do 'trylogii dolarowej' najpierw powstała muzyka i to do niej Sergio Leone kręcił sceny. Możliwe, że Morricone czasami nie wiedział, do jakiego filmu tworzy muzykę, możliwe też, że nie miał dużego wpływu na to w jaki sposób jego muzyka zostanie wykorzystana w filmie. Wczesne filmy Carpentera mają świetną muzykę skomponowaną przez samego reżysera. Na ich tle muzyka z "The Thing" wypada blado, aż trudno uwierzyć, że Morricone ją skomponował. Kompozycja jest oszczędna i nie przeszkadza na pewno filmowi, ale pod względem artystycznym nie wyróżnia się niczym szczególnym. Kiedy napisałem o tych mrocznych klimatach to miałem na myśli muzykę z horrorów, bo faktycznie Morricone pisał często mroczną, stylową i klimatyczną muzykę, która doskonale sprawdzała się nie w horrorach, ale np. w filmach sensacyjnych lub westernach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow. Ja gdzieś kiedyś wyczytałem tylko, że napisał muzykę do "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" bez znajomości scenariusza.
    Wg mnie muzyka z "Cosia" wcale jakoś nie odstaje od wcześniejszych kompozycji Carpentera. Brzmi jakby to właśnie on ją zrobił. Przy tym zgadzam się, że niczym szczególnym nie jest. Niezła rzecz, ale nic więcej. Ten film broniłby się doskonale bez jakiejkolwiek muzyki.
    Zobacz "Ptaka..." Argento, choćby ze względu na samą muzę Morricone:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś widziałem "Ptaka...", ale muzyki nie zapamiętałem. Odtworzyłem sobie ją oddzielnie na youtubie. Nie pamiętam, jak ta muzyka sprawdza się w filmie, ale przyznaję, że słucha się jej przyjemnie. Podobnie jak w "Sette note in nero" motyw przewodni składa się z około siedmiu nut i takie proste kompozycje świetnie sprawdzają się w thrillerach i horrorach.

    Haha, właśnie się dowiedziałem, że Ennio Morricone dostał nominację do Złotej Maliny za muzykę do "Cosia". Oczywiście to nie jest żaden dowód na to, że ta muzyka jest zła, ale tylko sugeruje, że nie jestem jednak odosobniony jeśli chodzi o krytykę soundtracku filmu Carpentera :)

    Zgadzam się, że film broniłby się bez jakiejkolwiek muzyki. Niepokojąca cisza, momenty oczekiwania, zimowe krajobrazy i motyw odcięcia od świata świetnie budują klimat i powodują ogromne napięcie, niepokój i strach bez jakiejkolwiek muzyki. I może dlatego muzyka w tym filmie jest przyciszona, prosta i prawie niezauważalna, by nie wybijać się na pierwszy plan.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że już nie ma takich Złotych Malin jak kiedyś. Fajnie byłoby zobaczyć jakąś "oldskulową kontrowersję", np. nominację dla Nolana.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, dawniej to szaleli z tymi Malinami - wyróżnili De Palmę za Człowieka z blizną i Kubricka za Lśnienie. Wprawdzie Shelley Duvall zasłużyła moim zdaniem na Malinę, bo w Lśnieniu zagrała kiepsko, ale to częściowo wina reżysera, źle ją poprowadził. Jeśli zaś chodzi o kompozytorów to dla mnie najbardziej zaskakująca jest nominacja do Maliny dla Jerry'ego Goldsmitha za Kopalnie króla Salomona. Film jest przeciętny, ale muzyka wyróżnia się bardzo pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń

anonimie, podpisz się