poniedziałek, 17 października 2011

Trzy minuty. 21:37 (reż. Maciej Ślesicki, 2010) - największe kuriozum współczesnego kina polskiego


"(...) Chwila sugerowanego cudu jest elementem mającym łączyć losy kolejnych bohaterów filmu: wrażliwego młodzieńca, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go agresją postanawia - w ramach zadośćuczynienia sprawiedliwości - samemu sięgnąć po przemoc, wypalonego reżysera-alkoholika niespodziewanie zakochującego się w swojej nauczycielce języka angielskiego, sparaliżowanego malarza oczekującego przyjścia na świat swojego dziecka, wreszcie kłusownika o kryminalnej przeszłości, samotnie wychowującego synka, któremu z kolei niespodziewanie przyjdzie zaprzyjaźnić się z koniem przeznaczonym na rzeź. 

Niemal każdy z kolejnych wątków zdaje się wskazywać na inspiracje zagranicznymi tytułami, od "Taksówkarza" przez "Między słowami" po "Motyl i skafander". Ciężko jednak mówić o godnej odpowiedzi na kino zachodnie - każdy z tych wątków to jedynie ubogi krewniak wspomnianych pozycji, czasem zakrawający na skrajną trywializację podjętego tematu. Sama konstrukcja scenariusza przypomina z kolei kino Alexandro Gonzaleza Inarritu, ale i ona obraca się na niekorzyść Pana Ślesickiego, gdyż w jego wykonaniu pozbawiona jest swojej najważniejszej cechy - klarowności.(...)"

Do przeczytania całej recenzji zapraszam na Stopklatkę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się