niedziela, 2 października 2011

Nieściszalni (reż. Johaness Stjarne Nilsson, Ola Simonsson, 2010)


"(...) Owi muzyczni terroryści, jak określą ich miejscowe władze, stanowią największy atut filmu. Zresztą to ich kolejne nietuzinkowe poczynania wybijają rytm całej fabuły. A na czym to ich zbrodnie polegają? Otóż postanawiają stworzyć wielkie dzieło muzyki eksperymentalnej, mające być wyrazem ich buntu wobec miałkich, niskolotnych piosenek, w które zasłuchana jest populacja ich miasta. Swoimi instrumentami czynią narzędzia znajdujące się w miejscach, na które postanowią napaść, tudzież znajdujące się tuż obok nich, dowodząc tym samym, że muzykę można stworzyć ze wszystkiego. Tak więc, gdy wybiorą się do szpitala, zagrają na respiratorach czy właśnie porwanym pacjencie. Z kolei, gdy w miejscowej filharmonii rozpocznie się prestiżowy koncert wypranej z oryginalności muzyki klasycznej, artyści na znajdującej się obok ulicy siać będą zniszczenie walcami, dźwigami czy młotem pneumatycznym. Co wcale nie znaczy, że widzowie potraktowani będą wówczas hałasem, którego nie można będzie wytrzymać. Wręcz przeciwnie. (...)"


Do przeczytania całego tekstu zapraszam na Stopklatkę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się