niedziela, 28 października 2012

Opowieści wojenne, tom II


Garth Ennis, jeden z najbardziej znanych i charakterystycznych scenarzystów współczesnego komiksu,  rzadko kiedy powstrzymuje się od epatowania przemocą i wszelkiego rodzaju wulgarnością. Wprawdzie ciężko nie doceniać jego kunsztu i pomysłowości, lecz jego największe walory - bardzo płynne dialogi/monologi, swobodna żonglerka gatunkowa, postaci "żyjące własnym życiem" - nierzadko pozostają w cieniu typowej dlań zgrywy, makabrycznego humoru czy prowokacji. Opowieści wojenne wyzbyte są jednak jego usilnych dążeń do ciągłego zaskakiwania i/lub szokowania odbiorcy. To pozycja poważna i oszczędna, z szacunkiem odnosząca się do podjętej tematyki.

Tak jak to było w wypadku tomu I, tak i tutaj na całość składają się 4 odrębne historie. Tym razem przyjdzie nam przyjrzeć się z bliska hiszpańskiej wojnie domowej, bombardowaniom Zagłębia Ruhry, formowaniu się jednostek SAS w Afryce Północnej czy samobójczym wyprawom na teren ZSRR. Ennis nie uniknął tu podobieństw do innych utworów (jak choćby do Plutonu Olivera Stone'a czy Ziemi niczyjej Danisa Tanovića), ale o to dziś bardzo trudno, skoro kolejne media wojnę "przemieliły" już na miliard sposobów. Zdając sobie sprawę z tego, iż schematyzm jest nieunikniony, skupił się więc na kolejnych bohaterach swoich opowieści oraz próbie zdefiniowania tak istoty wojny, jak istoty człowieczeństwa. Inna sprawa, że obecne klisze mimo wszystko psują nieco lekturę (szczególnie w samych zakończeniach, spośród których jedynie to z historii Sępy robi oczekiwane wrażenie).

Mimo stosunkowo niewielkiej liczby scen akcji oraz zdecydowanej dominacji dialogów grzechem byłoby komiks ten określić mianem monotonnego. Wypowiadane przez liczne postaci kwestie ujawniają ich skrajnie odmienne postrzeganie kolejnych działań wojennych, polityki czy śmierci, za sprawą czego Ennis na każdym kroku stara się przemycać do historii możliwie najwięcej treści oraz informacji (czym z kolei daje niemały popis erudycji). Dramaturgię napędzają w takim samym stopniu konflikty zewnętrzne, co wewnętrzne, podkreślając złożoność czy nawet osobliwość uczestnictwa danych jednostek na polach bitwy. Ten pierwszy rodzaj konfliktów zaskakująco rzadko kończy się drastycznymi widokami, choć materiał dlań byłby bardzo wdzięczny. Irlandczyk pohamował swoją nieobliczalną wyobraźnię i skupił się raczej na uwypuklaniu absurdu wojny. Niemniej jednak i na fragmenty prawdziwie brutalnie znalazło się miejsce, acz te zawsze są jak najbardziej uzasadnione, a za sprawą wcześniejszej oszczędności oraz rzemiosła ilustrujących je artystów (spośród których zdecydowanie najbardziej podobały mi się sugestywne rysunki Davida Lloyda i Carlosa Ezquerry) wybrzmiewają odpowiednio mocno.

Mimo niemałej dawki empatii, mottem komiksu nie mogłyby być słynne słowa Johna Donne'a - "Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj komu bije dzwon, bije on tobie." - którymi podpierał się Ernest Hemingway. W Opowieściach... więcej jest bowiem cynizmu, aniżeli humanizmu. Ciężko mi też do końca rację przyznać polskiemu wydawcy komiksu, wedle którego kontrowersyjny scenarzysta realia wojenne odtworzył przez pryzmat nie tylko okrucieństwa, ale też męstwa. Nie, żeby go brakowało, lecz nie w tym rzecz - najważniejszym elementem wspólnym, podstawą (źródłem) konfliktów jest hipokryzja. "Bo ludzie nie zmienią się tak, jak byś tego chciał bez kolejnego kroku w ewolucji" - mówi jeden z bohaterów historii Sępy. - "Póki nie zaczną czuć bólu jaki zadają równie mocno jak ich ofiary... Póki nie walnę cię w twarz i mój nos nie zacznie krwawić... Póki tak się nie stanie, dalej będziemy skazani na drogę, którą podążamy."


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się