Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sylwetka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sylwetka. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2012

Wojciech Wiszniewski - zapomniany geniusz


Wczoraj minęło 31 lat od jego śmierci, dzisiaj mija 65 lat od jego urodzin. Był czołowym przedstawicielem polskiego dokumentalizmu kreacyjnego i jednym z najbardziej bezkompromisowych reżyserów lat 70. Tworzył na wskroś autorskie, przepełnione ironią freski społeczne, konsekwentnie demaskując system socjalistyczny. Wśród filmowców postrzeganych przez ówczesne władze za niebezpiecznych był jednym z rekordzistów - aż 9 na 12 zrealizowanych przezeń filmów zostało zatrzymanych przez cenzurę. "Wojciech Wiszniewski, najbardziej utalentowany ze swojego pokolenia, płacił najwięcej" - miał po latach napisać Kazimierz Kutz.

piątek, 13 stycznia 2012

Koszmary pana Finchera


Niektórzy nazywają go Alfredem Hitchcockiem współczesnego kina. Podobnie jak słynny Anglik, specjalizuje się w "filmie z dreszczykiem", słynie z precyzji i przywiązywania szczególnej wagi do technicznych możliwości Dziesiątej Muzy. Tworzy wyłącznie w obrębie popularnego kina gatunków, gdzie przebojowość i efektowność łączy z drapieżnym charakterem i dosyć pesymistyczną wizją świata. Choć nie każdy z wyreżyserowanych przez niego filmów był przebojem, jego nazwisko nieodmiennie kojarzone jest z gwarancją sukcesu. Oto David Fincher, reżyser na miarę naszych czasów.

Jest synem pisarza i pielęgniarki. Filmy zapragnął kręcić, kiedy w wieku siedmiu lat obejrzał western Butch Cassidy i Sundance Kid George'a Roya Hilla. Na ósme urodziny otrzymał kamerę Super 8 i natychmiast podjął się amatorskiej realizacji swoich snów o kinie. Wychowywał się w Marin County, gdzie był sąsiadem George'a Lucasa. Kiedy ten całkiem znany już reżyser kręcił w okolicy American Graffiti, młody Fincher stale zakradał się wraz z kolegami na plan filmowy, aby podglądać realizację. Siedem lat później, w 1980 roku, został zatrudniony w założonej przez Lucasa słynnej wytwórni filmowej Industrial Light and Magic, gdzie jako członek ekipy od efektów specjalnych pracował przy takich produkcjach jak Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi oraz Indiana Jones i Świątynia Zagłady.

Do lektury dalszej części tekstu zapraszam na Stopklatkę. Tradycyjnie w kilku miejscach nie obyło się bez magii korekty.

czwartek, 15 września 2011

Nicolas Winding Refn atakuje polskie kina

Pusher
"Choć o Nicolasie Windingu Refnie zrobiło się naprawdę głośno dopiero ostatnio, już od kilku lat w kinie gatunkowym (tudzież około-gatunkowym) niewielu twórców może się z nim równać. Łącząc ze sobą skrajnie różne elementy tworzy nową jakość, z ogranych konwencji czyni najprawdziwszą sztukę. W przeciwieństwie do większości konkurentów, gatunkowa żonglerka nie jest u niego wartością samą w sobie, a jedynie środkiem. Cel znajduje się znacznie wyżej. Bo choć szalony Duńczyk z reguły tworzy w obrębie kina popularnego, jest artystą z krwi i kości. (...)"

Z wielką przyjemnością zapraszam do lektury artykułu o moim ulubionym współczesnym reżyserze. Na Stopklatce, a dokładnie tutaj. Już jutro do naszych kin wchodzi jego Drive. Ja idę, a Ty?

niedziela, 11 września 2011

Ku pamięci pana M.


Janusz Morgenstern był jednym z najciekawszych reżyserów w historii filmu polskiego. Stale szedł z duchem czasu, posiadając rzadki dar dopasowywania  swoich dzieł do kolejnych nurtów kina. Jednocześnie całkowicie obcy był mu konformizm. Tworzył filmy na wskroś autorskie, skupiające się na portretowaniu przeróżnych środowisk. Przy tym unikał wątków autobiograficznych, bo - jak mówił - w sztuce lepszy od dosłowności jest jej substytut, od biografii autora ważniejsza jest jego wyobraźnia. Często konfrontował młodzieńczy idealizm z cynizmem dorosłości, jednak nawet, gdy wygrywało to drugie, jego filmy z reguły dalekie były od jednoznacznie pesymistycznej tonacji. Uchodził za człowieka wyjątkowo ciepłego i sympatycznego.

Ciąg dalszy artykułu przeczytać można na Stopklatce.

sobota, 18 czerwca 2011

"Stać się nieśmiertelnym i umrzeć" - czarne kino Jean-Pierre'a Melville'a

Do utraty tchu

Jean-Pierre Melville - ojciec kina autorskiego, prekursor Nowej Fali, później też postmodernizmu. Wiecznie zapatrzony w kino noir cierpiał na istną amerykanofilię, jednakże nie kopiował, a twórczo przekształcał zagraniczne wzorce. Zasłynął głównie jako twórca jedynej w swoim rodzaju reinterpretacji czarnego kina, regularnie posługując się umownością sztuki filmowej. Jego twórczość przedstawia zniszczone światy, których opustoszałe ulice przemierzali kolejni życiowi wykolejeńcy. Ich tragiczne losy umieszczał przeważnie w ramach efektownego kina gatunków, czyniąc je jednak stonowanym, ironicznym, zniuansowanym. Większość snutych przez niego opowieści to wykładnie filozofii egzystencjalizmu.

środa, 9 marca 2011

Wojciech Jerzy Has - outsider w krainie czarów (część 1)


Wojciech Jerzy Has był jednym z nielicznych surrealistów w historii polskiego kina, choć niewiele jego obrazów można zaliczyć do kina surrealistycznego sensu stricte. Wszystkie jego filmy pełnometrażowe to adaptacje literatury, a jednak nie ulega wątpliwości, że tworzył sztukę skrajnie autorską. Zresztą zwykło się mówić, że jego wyobraźnia wręcz pożerała literackie pierwowzory. Tworzył kino osobiste i odosobnione, na przekór wszelkim modnym trendom i nurtom. Filozoficzne i egzystencjalne, malarskie i poetyckie, zawieszone między snem a jawą. I nawet, jeśli słowem-kluczem odnośnie co niektórych jego tytułów był „realizm”, Has do surowego portretowania rzeczywistości nigdy się nie ograniczał. Bo jego specjalnością było jej mitologizowanie.

wtorek, 14 grudnia 2010

Fabrice Du Welz - nadzieja kina grozy

Nieco przeredagowana, uaktualniona wersja poniższego tekstu opublikowana później została na łamach portalu E-Splot.

typowi obywatele Belgii w A Wonderful Love

Belgia powinna być światową stolicą kina grozy. Bo przecież – jak mówi pan du Welz – jest krajem mrocznym, surrealistycznym, schizofrenicznym i absurdalnym. Tyle, że belgijscy filmowcy wolą z reguły straszyć rodzimą publiczność kolejnymi dramatami społecznymi. Bo gatunków się za bardzo boją, niestety nie tylko oglądać (no dobra, tacy bracia Dardenne tworzą kapitalne filmy społeczne, ale o tym może innym razem). O du Welzu bywa głośno na światowych festiwalach, ale w ojczyźnie pozostaje niezauważony. Być może zmieni się to za sprawą zapowiadanego Alleluia, jego trzeciego filmu pełnometrażowego, który zrealizowany ma zostać w USA. My mamy mieliśmy Polańskiego, Belgowie mają du Welza. Teoretycznie najbardziej belgijskiego filmowca, niekochanego z powodu swojej belgijskości – czyli mroku, surrealizmu, schizofrenii, absurdu... Wychodzi na to, że gdyby spotkali się Bunuel, Hitchcock, Herzog i wspomniany Roman, gdyby postanowili spędzić gdzieś wspólnie wakacje, by spłodzić swoje możliwie najstraszniejsze scenariusze, to wybraliby Belgię. Bo to przecież na nich powołuje się du Welz, prowokacyjny twórca eksperymentalnych horrorów będących, jak słusznie mówi, mieszanką agresji i poezji.

piątek, 29 października 2010

Marek Piestrak, "król polskiego kina klasy B" (część 2)


Tak pachnie dżungla. To strach. Tak pachnie strach. Dżungla wtedy paruje.


wtorek, 26 października 2010

Marek Piestrak, "król polskiego kina klasy B" (część 1)

Wilczyca

Zbliża się Halloween , które wydaje mi się idealną okazją, by przypomnieć sobie twórczość wiecznie zafascynowanego amerykańskimi filmami rozrywkowymi Marka Piestraka. Jako jeden z nielicznych polskich reżyserów odważył się sięgnąć po filmy gatunkowe, w czasach, kiedy było to wśród rodzimych filmowców niekoniecznie mile widziane (dominacja kina moralnego niepokoju). Jako jedyny zaś sięgał po nie regularnie (pomijając twórców komediowych), prawie nie tworząc czegoś innego. Można go chyba nazwać prekursorem gatunkowego boomu, jaki nastąpił w PRLu lat 80. Twardzi detektywi, sataniści, posągi strzelające laserami, roboty, żywe trupy i wilkołaki – oto filmowy świat Marka Piestraka. Zdarzali się u nas twórcy sięgający po kino grozy czy sci-fi, ale chyba tylko on brał się i za jedno i za drugie. Nie raz i nie dwa, a to jeszcze nie wszystko.


piątek, 1 października 2010

'Sztuka jest aktem przemocy' - kino Nicolasa Windinga Refna (część 2)


Oto czego się nauczyłem. Żeby przetrwać w branży filmowej trzeba nauczyć się dwóch rzeczy: pisania i dystrybucji. Żeby kręcić filmy w branży trzeba nauczyć się dwóch rzeczy: robić dobre filmy i robić je tanio (…) Mniej znaczy więcej. Zanim jednak NWR mógł wypowiedzieć te słowa lata później, przez kilka długich miesięcy musiał żyć w biedzie. Utrzymywany przez rodziców był na skraju załamania nerwowego. Pamiętam dzień narodzin mojej córki. Wracałem do mieszkania po to, by przeszukać je w celu znalezienia jakiejkolwiek zagranicznej waluty, którą mógłbym wymienić na duńskie korony. Po ogromnej komercyjnej klęsce Fear X nie mógł liczyć na finansowe wsparcie ze środowiska filmowego, które bało się już w niego inwestować. Pozostała mu jednak jedna opcja, jeśli chciał pozostać w świecie kina – komercyjny pewniak. A takim było tylko nakręcenie kontynuacji swojego najbardziej dochodowego tytułu, ciagle pamiętanego przez duńską publiczność. Tyle, że sukces jednego filmu, to za mało dla niezależnego filmowca, by wyjść z tak dużego długu. W ten sposób z Pushera zrobiła się trylogia.

sobota, 25 września 2010

'Sztuka jest aktem przemocy' - kino Nicolasa Windinga Refna (część 1)


Ze względu na bezkompromisowość i nieprzewidywalność nazywany jest l’Enfant Sauvage (Dzikim Dzieckiem) duńskiej kinematografii. I obecnie jest jej najbardziej opłacalnym, po Larsie Von Trierze, towarem eksportowym. Słynie z łamania filmowych schematów, ale daleko mu do zwykłego postmodernistycznego figlarza. To jego bohaterowie kształtują gatunkowe universum, nie na odwrót. Bo trzonem jego kina jest subiektywna narracja, a ta musi być ściśle podporządkowana psychologii postaci. Te z kolei są  nieobliczalne – za ich pomocą zaskakująco naturalnie potrafi przejść z jednej konwencji w drugą. Oto Nicolas Winding Refn: reżyser-samouk będący daltonistą (!), wiecznie eksperymentujący artysta w świecie kina gatunkowego.