piątek, 13 stycznia 2012

Koszmary pana Finchera


Niektórzy nazywają go Alfredem Hitchcockiem współczesnego kina. Podobnie jak słynny Anglik, specjalizuje się w "filmie z dreszczykiem", słynie z precyzji i przywiązywania szczególnej wagi do technicznych możliwości Dziesiątej Muzy. Tworzy wyłącznie w obrębie popularnego kina gatunków, gdzie przebojowość i efektowność łączy z drapieżnym charakterem i dosyć pesymistyczną wizją świata. Choć nie każdy z wyreżyserowanych przez niego filmów był przebojem, jego nazwisko nieodmiennie kojarzone jest z gwarancją sukcesu. Oto David Fincher, reżyser na miarę naszych czasów.

Jest synem pisarza i pielęgniarki. Filmy zapragnął kręcić, kiedy w wieku siedmiu lat obejrzał western Butch Cassidy i Sundance Kid George'a Roya Hilla. Na ósme urodziny otrzymał kamerę Super 8 i natychmiast podjął się amatorskiej realizacji swoich snów o kinie. Wychowywał się w Marin County, gdzie był sąsiadem George'a Lucasa. Kiedy ten całkiem znany już reżyser kręcił w okolicy American Graffiti, młody Fincher stale zakradał się wraz z kolegami na plan filmowy, aby podglądać realizację. Siedem lat później, w 1980 roku, został zatrudniony w założonej przez Lucasa słynnej wytwórni filmowej Industrial Light and Magic, gdzie jako członek ekipy od efektów specjalnych pracował przy takich produkcjach jak Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi oraz Indiana Jones i Świątynia Zagłady.

Do lektury dalszej części tekstu zapraszam na Stopklatkę. Tradycyjnie w kilku miejscach nie obyło się bez magii korekty.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się