niedziela, 15 stycznia 2012

Małe kino #11: Dennis (reż. Mads Matthiesen, 2007)



Dennis opiera się na specyficznym paradoksie - z jednej strony jest niby typową opowieścią o samotnym introwertyku, z drugiej jednak wywraca ten rodzaj fabuły do góry nogami. Wszystko za sprawą kapitalnego w swej prostocie pomysłu, aby niemal 40-letniego mężczyznę mieszkającego z apodyktyczną matką uczynić kulturystą. Tytułowy bohater posturą przypomina więc Arnolda Schwarzeneggera z czasów Conana barbarzyńcy, co odpowiednio wpływa na rozwój i charakter kolejnych scen. Poznajemy go, gdy postanawia odmienić swój nieco smutny los i umawia się z pewną dziewczyną na randkę. Niestety, pomysł ten nie podoba się jego mamie...

Wbrew pozorom, duński twórca opowiada o życiu Dennisa ze śmiertelną powagą. Surowo, oszczędnie i realistycznie. Swój talent udowadnia pewną reżyserską dyscypliną (bez niej łatwo byłoby o zwykłą farsę, którą zresztą film początkowo zdaje się być) oraz inteligentną zabawą kontekstem (to, co komiczne, staje się smutne, a sam muzyczny leitmotiv za każdym razem wywołuje inne emocje, co przywodzi na myśl słynny niegdyś eksperyment Lwa Kuleszowa). Film nie byłby jednak udany, gdyby nie odpowiednie aktorstwo. Kim Kold w roli tytułowej jest tak przekonujący, jakby opowieść o Dennisie była opowieścią o nim, i jakby nie zdawał sobie sprawy z ciągłego towarzystwa kamery. Samych zdjęć niestety nie można już tak pochwalić - w niektórych miejscach sprawiają wrażenie, jakby operator był podczas realizacji na nie lada kacu. Ale mniejsza z tym.

Jest to piąta krótkometrażówka w dorobku Madsa Matthiesena, a jedna z trzech, które dostrzeżone zostały na zagranicznych festiwalach filmowych, z Sundance na czele. Kilka miesięcy temu reżyser zakończył realizację pełnometrażowej wersji Dennisa, zatytułowaną Teddy Bear. Film zakwalifikował się do konkursu tegorocznego Sundance, a jego duńska premiera kinowa odbędzie się 26 stycznia. Kibicuję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

anonimie, podpisz się